O autorze
Tagi
RSS
wtorek, 08 grudnia 2015
1 procent -- podziękowania i refleksji kilka

Dziękujemy za 1% podatku!

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", gdzie Piotr ma subkonto  kończy księgowanie wpłat z 1% podatku za rok 2014. Zebraliśmy 6 129,30 zł. To sukces i ogromne wsparcie! Dziękujemy jak najserdeczniej! Emotikon heart Emotikon heart 

To całkiem sporo jak na średnią, zbieraną na subkontach. Dobrze, że coraz więcej rodziców decyduje się na ujawnianie wysokości zebranej kwoty. Daje to jasną informację, że fortun nie gromadzimy. Indywidualna terapia Piotra to był koszt średnio 1000 zł miesięcznie, zależnie od ilości godzin. Do tego logopeda, specjalistyczne usługi opiekuńcze (kropla w morzu potrzeb), szkoła, pomoce.

W ubiegłym roku mieliśmy niemal dwa razy tyle, ale to był absolutny rekord. Wiosną 2014 roku wielokrotnie wypowiadałam się w mediach, byłam zapraszana do radia, TV, pisano o nas. Na pewno miało to znaczenie. Ale taka szansa zdarza się rzadko i nielicznym. Wiem o tym.

Niestety są też smutne refleksje. Subkont przybywa lawinowo. Coraz trudniej zebrać pieniądze na realną rehabilitację, a wciąż nie jest ona dostępna w wystarczającym stopniu w naszym niepełnosprawnym systemie. Wiele zależy od aktywności, zaradności rodziców, czasem zwykłego szczęścia. Rodzice prześcigają się w pomysłach, płacą za ulotki, promocje, usługi marketingowe. Przybywa fundacji, które oferują subkonta jako rodzaj usługi, za którą pobierają regulaminową opłatę (jest to zgodne z prawem). Coś tu jest nie tak. Co z dziećmi mniej zaradnych rodziców? Co z tymi po których nie widać "choroby", o mało wzruszającym wyglądzie, czyli autystycznymi na przykład? 

Subkonta nie zastąpią systemu wsparcia. A i same pieniądze to nie wszystko. Gdybym chciała przeznaczyć je na asystenta dla Piotra, to nie mam jak -- takich usług nie można kupić. Formalnie, z umową i rachunkiem. A jest to od lat najbardziej paląca potrzeba naszej rodziny. I setek, tysięcy innych. (Czy warto dodawać, że wyrównywanie szans powinno być bezpłatne?)

Z każdym rokiem narasta niezadowolenie innych organizacji pożytku publicznego, które czują się oszukane, bo 1% podatku zgarniają "chore dzieci", a nie tak miało być. Jako społeczeństwo nie wierzymy organizacjom, wolimy dać na konkretne dziecko, najlepiej takie, które znamy. Tak wynika z badań. I jest w tym nadzieja dla zmęczonych, zdesperowanych rodziców, którzy szukają wszelkich sposobów leczenia, terapii. Zakładanie subkonta to jeden z nich. Coraz częściej mówi się, że wsparcie powinno opierać się na darowiznach. Na wspieraniu konkretnej osoby, nawet konkretnego celu. np. operacja, zakup wózka, komunikatora itp. Jasne klarowne zasady. Warto pomagać, warto wspierać. Mądrze, intencjonalnie. Przez ponad rok nieznany nam zupełnie pan Michał (nazwiska nie podaję, nie mam na to zgody, ochrona danych) wpłacał co miesiąc darowiznę. Dziękujemy!

Na co wydamy pieniądze? Wysłałam do Fundacji część opłaconych rachunków za tegoroczną terapię. Refundacja pozwoli spłacić zadłużenie mieszkania. Oby! Na przełomie roku straszono nas eksmisją. Najpierw terapia, potem inne sprawy... Tak jest od zawsze. Smutne to.

Ale są rzeczy smutniejsze. Zaostrzają się przepisy dot. rozliczania 1%. Może przez takie sytuacje, jak nasza. Pisałam o prawdopodobnym oszustwie, o tym, że organizacja OPP pobierała od rodziców pieniądze, choć zobowiązała się ich nie pobierać, dostając na terapię dotacje budżetowe. Część pieniędzy poszło z subkonta. O ich odzyskanie może ubiegać się tylko ich właściciel, czyli Fundacja Dzieciom. Ja nic nie mogę zrobić. Bardzo mi przykro. Czegoś takiego chyba nikt się nie spodziewał. Nie byliśmy jedyni, którzy płacili m.in. z subkonta. Po to przecież te pieniądze były. A śledztwo w toku. 

Drugi smutny przykład -- Fundacja Pomoc Szkole z Mysłowic. Choć nie ma subkont, przez kilka lat zbierano tam 1% dla Piotra (nie ja). Drodzy podatnicy, którzy wpłacaliście tam swój 1% na Piotra musicie wiedzieć, że Fundacja nie rozliczyła wszystkich pieniędzy. Mimo próśb, wezwań, skarg, działań MPiPS.  Mimo własnych deklaracji, jaką kwotą dysponuje (złożonych w toku postępowania sądowego). Część rozliczono -- np. zakup komputera w 2010 roku (Piotr ma go do dziś), w 2013 -- iPad (nadal czekam na szansę posiadania karty kredytowej, by zakupić aplikacje logopedyczne, niestety syn kosztowną zabawkę dostał bez nich, jedynie z darmową wersją demo, nie tak miało być, można przeczytać w sprawozdaniu rocznym). Inne wydatki, co do których -- jako pełnoprawny rodzic -- nigdy nie doczekałam się jasnych informacji. Ale to przeszłość. Mija rok od wspomnianej deklaracji.Wierzyciele upominają się o zaległe rachunki za terapię, wysłanych do Fundacji, co deklarowała kasę. Kilka tysięcy.Ja mam je teraz płacić? Fundacja nie płaci, nie odpowiada, choć potwierdzenia odbioru korespondencji wpięte są do grubej teczki z dokumentami, niczego nie proponuje, od lat nie mogę uzyskać klarownych informacji na temat zasad zbierania i rozliczania pieniędzy na Piotra. Może pomogli wielu ludziom (szkołom), ale w naszej sprawie coś jest nie tak. 

Piszę o tym, żeby naświetlić temat z różnych stron. Czasem można wleźć na minę. Nie ja pierwsza, nie ostatnia. Na kilkanaście, może i więcej organizacji, które przez lata pomogły, pomagają, a wręcz ratują nam tyłek dwa "kwiatuszki" to niewiele. Ale nie ma co też tych "kwiatuszków" chować. By za łatwo nie wyrosły kolejne. Chciałoby się wierzyć w prawo i wymiar sprawiedliwości...

***

Mimo kilku smutnych refleksji raz jeszcze dziękuję. Także w imieniu Piotra, oczywiście, który ma tak wiele. Dziękuję mojej rodzinie, przyjaciołom, znajomym, na których co roku mogę liczyć. Także, jak nie jestem w mediach :) Nie robię żadnych akcji, nie drukuję ulotek, mam czasu, siły, środków. Te 1% procent mamy przede wszystkim właśnie dzięki naszej stałej grupie wsparcia. To najlepsza metoda! Dziękujemy. Piotr każdego dnia udowadnia, że wszelkie inwestowanie w niego opłaciło się.

01:32, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2015
Przypomniało się

O takich sytuacjach staram się zapominać. Nie rozpamiętywać. Ale się przypomniało. Na potrzeby tematu.

Ze 3 tygodnie temu. Miejsce akcji -- nasza pizzeria. Ulubiona, oswojona, tania i dobra. W pizzerii gra muzyka. Niewyszukana, ale do dobrej pizzy ujdzie. Przywykliśmy. Nagle słychać drugą muzę, która zagłusza pierwszą. Jakby z każdego głośnika leciało co innego. Coś się popsuło? Łomot nie do wytrzymania.  Zaczynam rozumieć, że źródłem jest sąsiedni stolik. Za wielkimi oparciami wygodnych ław niewidoczny. Na szczęście już kończymy. Wychodzimy, Widzę przy stoliku tata, synek, lat ok. 4-5, i sprzęt. Jakoś tak się stało, że samo mi się zapytało, czy nie pomyśleli, że nie są tu sami, itp.

-- A muzyka w lokalu pani nie przeszkadza?

-- Nie wiem, która jest w lokalu, która nie, bo słyszę obie naraz. I to mi właśnie przeszkadza. A do knajpy nie przychodzi z własną orkiestrą. Pizzę też sobie przynieśliście?

Zwykli ludzie, ten tata taki zwykły, awantury nie było. 

Chciałam zapomnieć od razu, bo tak robię zwykle. Bo zwykle już nie odzywam, omijam. Czasem się wyrwie. Jak wtedy. Ale idę i myślę, że ci ludzie jacyś kompletnie są odrealnieni. Ludzie wokół we własnym świecie żyją. Nie zwracają uwagi na innych.

Słuchawki na uszach, ale muzyka dla wszystkich. Nie zawsze twoja ulubiona. Wgapieni w telefony, smartfony, tablety (i ja też, ja też czasem...). Z racji zmian życiowych od niedawna dużo jeżdżę komunikacją wszelką i wszędzie. Strażnicy drzwi to chyba jakaś sekta. Są zawsze! Pod nogi rzucają sobie plecak, torbę i pilnują drzwi w tramwajach, autobusach, metrze. Ani drgną, gdy jest przystanek. Ktoś w miarę sprawny, nieotyły i spostrzegawczy ominie. Ale są ludzie niesprawni, starsi, z dziećmi na ręku, z wózkami, walizkami, na wózkach. Ktoś z dorosłym autykiem u boku, zestresowany, że jedna sekunda a któreś z nas pójdzie/pojedzie dalej samo. To może być co najmniej połowa ogółu, a Strażnicy drzwi nawet wtedy się nie odsuwają, patrzą jakby zobaczyli Yeti. Pewna zrównoważona i kulturalna osoba mówi mi, że włazi na nich specjalnie... Bardzo mnie to rozbawiło. Ach, i jeszcze te królewny dystyngowane wolno wsiadające -- wlezie, stanie na środku, w lewo spojrzy, potem w prawo. Hm, którą stronę pojazdu zaszczycić swoją obecnością, a nią tłum napiera. Mają góra 25 lat, lodowiec szybciej topniał...

Myślę sobie -- uczymy tych naszych autystycznych, by zwracali uwagę na innych, zasad zachowania uczymy, uspołeczniać chcemy, a tu okazuje się, że świat wokół żyje we własnym świecie. Nikt na nikogo nie patrzy.

Piotr coraz lepiej reaguje na to, że ktoś chce przejść, ominąć, wysiąść, rozumie, że jego plecak może przeszkadzać. Coraz lepiej, ale wciąż wolno. Śpieszący się ludzie fukają. Czasem dostaje ochrzan. Piotr znakomicie radzi sobie w miejscach oswojonych: w domu, w szkole, na terapii, u babci. Luz! W przestrzeni publicznej prawdopodobnie autystyczny celebryta nie poradzi sobie sam nigdy. 

Miałam zapomnieć o tej pizzernianej akcji i refleksjach wokół. Ale jednak opowiedziałam znajomym, zapytałam co oni na to, czy ja nie przesadzam. Mówię im, że taki ten współczesny świat pełen indywidualistów, ludzie tacy skupieni na sobie.

A oni mówią z mostu prosto, że to żaden indywidualizm, tylko to zwykłe buractwo jest. Współczesne. 

Może i tak.

***

Do znudzenia będę przypominać, prosić o wsparcie. Przypominać, że można razem, wspólnie, wspólnotowo, otwarcie. Dla siebie i dla innych.

A z buraków to burgery dobre są. Zapewniam. Buraki pieczone też warte spróbowania. I barszczyk, na ostro. Trwało to trochę, ale nawet Piotrek przekonał się do zjadania buraków.

22:30, szczypta_chili
Link Komentarze (4) »
środa, 25 listopada 2015
Życie jest fajne, gwiezdne i szalone

Sprawa klubokawiarni nabiera tempa.

Wróć!

Sprawa Klubokawiarni "Życie jest fajne" pędzi w szalonym tempie. W ostatnich dniach pędzimy  po prostu ponaddźwiękowo. Han Solo z załogą Sokoła Millenium w porównaniu z nami, wypadają tak, jakby po tym kosmosie leźli na piechotę ze swoją misją. Trwają poszukiwania lokalu i zbiórka na pierwsze zakupy, niezbędne opłaty. Szczegółowo o wydatkach na start mówi Ola, prezes fundacji Ergo Sum na podlinkowanym filmiku (Ola jest niesamowita, nie wiem, skąd ta dziewczyna ma taki power, patrzę i uczę się!) Jeszcze więcej szczegółów i newsów, których przybywa każdego dnia na stronie wydarzenia.

Odzew, zainteresowanie całą akcją jest po prostu niesamowite. Ludzie piszą, dzwonią, proponują pomoc wszelaką, bardzo konkretną.  Udostępniają nasze strony. I wpłacają ile kto może też. Dziękuję wszystkim moim znajomym za takie zaangażowanie. Hm, praktycznie nie znam nikogo, kto by nie włączył się choć troszkę... Mamy Sojusz! 

Syn, czyli ten poważny pan na zdjęciu robi medialną karierę. Jego gotowanie oglądają ludzie w całej Polce oraz zagranicą. Przyjaciół w Wielkiej Brytanii (spora grupa!), Holandii i Norwegi ściskam jak najmocniej. Piotr na co dzień jest uśmiechnięty i wesoły. ale podczas kręcenia filmu dostał szczególne zadanie, więc musiał się skupić. Cieszę się, że syn traktuje pracę poważnie. Tak trzeba. Szansę ma wyjątkową.Podobnie jak Ania, Paulina, Bartek, Robert, Tomek, których możecie zobaczyć na wspomnianej stronie na FB.

Autyzm jest niemedialny? Nie żartujcie. Jak pokazuje się autystycznego człowieka, to on ma oczy, nos, usta, ręce, nogi. Zupełnie jak inni ludzie, których w mediach pełno, całe stada. Stada klonów po prostu. Media bardzo nas wspierają: Radio dla Ciebie i bardzo ciepła rozmowa z Olą i Beatą, mamą Tomka, Radio dla Ciebie po raz drugi, gdzie Ola i Mikołaj mówią o blaskach i cieniach przedsięwzięcia. Warto posłuchać tej wypowiedzi (Radio Kolor), w której autyzm nazwany jest wrażliwością. Kurier Warszawski -- 11 minuta 11 sekunda. Pisało Metro. I Poradnik autystyczny. Napisał o nas Dzielny Franek (a raczej jego mama Fantastyczna Agnieszka) oraz Ojciec Karmiący, który tak sterował, że wylądował z tekstem na jedynce gazeta.pl oraz na Fochu

Już jutro, pojutrze pewnie kolejne emisje, publikacje. Trwają rozmowy, co, jak, kiedy pokazać. Trzymaj się Piotrek, rycerzu Jedi! Nie wiadomo, gdzie jeszcze dotrze twoja sława! I sława całej załogi. Moc jest z Wami! 

Autystom oczy nie świecą na zielono (może dlatego niektórzy uważają ich za niemedialnych?). Świecą za to kotom. Koty i inne zwierzaki rządzą kulturą obrazkową. Nie pozostało nam nic innego, jak prosić je o pomoc. By zachęcały (chyba robią to skutecznie) ludzi do  pomagania innym ludziom. Autystycznym. Szczegóły na obrazku :) 

 

Sojusz jest więc mocny! Mamy moc! Brak słów, by dziękować za wszystko, co dobrego dostajemy. Jednego wciąż nie dostaliśmy -- LOKALU! Nie wiadomo dlaczego w rolę czarnych charakterów rodem z Imperium wcielili się urzędnicy, zwłaszcza z dzielnicy Wola i Śródmieście, gdzie najwięcej było poszukiwań i obietnic. Klubokawiarnia ma być otwarta dla wszystkich, organizować spotkania, warsztaty, wydarzenia artystyczne, zapraszając każdego, kto tylko zechce przyjść. Wcale nie gwiezdne wojny o lokal, ale wojny przyziemne i małostkowe. Pomagają: wawalove.pl, na temat, wyborcza. Fundacja wraca do rozmów. Kciuki mają być trzymane! Można wziąć udział w tym wydarzeniu, by lokalowe starania wspierać. 

 I jeszcze jedno:

Klubokawiarnia szuka AMBASADORA. Gwiazdy. Kogoś znanego. Kogoś fajnego. Kto lubi życie. Chętni celebryci niech się zgłaszają bezpośrednio do Fundacji :) Dobrze przygotowani do tej roli.

Sernik? Szarlotka? 

                                                            (fot. Paweł Kadysz)

 

Jak ktoś zechce zrezygnować z batonika czy bombonierki to może wpłacić ich równowartość na: wspieram.to/zyciejestfajne. Jesteśmy na półmetku. 

W grudniu premiera Przebudzenia mocy, czyli Gwiezdnych wojen 7. Chętnie obejrzę. Czekam. Lubię ten kosmiczną opowieść. Całkowicie zmyśloną. 

Na koniec bardzo was proszę -- pamiętajcie, że autystyczni nie żyją w żadnym kosmosie czy innym własnym świecie. Nie wierzcie w kosmitów z autyzmem! Nie wierzcie też, że osoby z jakąkolwiek niepełnosprawnością z definicji do niczego się nie nadają, nie mają marzeń i pasji. Kosmiczne bzdury. 

Uwierzcie, że Klubokawiarnia powstanie i będzie fajnym miejscem. Już niedługo. Jeszcze trochę.  Jak możecie, pomóżcie. A już niedługo zaprosimy na kawę. Podamy dokładny adres. Na razie wiadomo, że Warszawa, planeta Ziemia. 

02:30, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 października 2015
Memento

W matriksie codziennego planowania coś się zacięło. Uciekł autobus. Moja wina – pomyliłam przystanki. Staliśmy na jednym, autobus odjechał z drugiego. Zgodnie z planem. Nasz starannie ułożony plan się wahnął. Kolejny autobus za kwadrans. Piotr ma stałe zajęcia, ale przed zajęciami, wyjątkowo, trzeba było jeszcze coś ogarnąć, z czymś ważnym się wyrobić. A teraz tam się spóźnimy, na zajęcia spóźnimy się jeszcze bardziej, potem polecą kolejne plany.

No dobra. Swoje kompulsywno-obsesyjne zapędy co do planowanie wszystkiego, żeby się jakoś(!) wyrobić jakoś(!) opanowuję. Ogarniam. Tj. zapędy ogarniam, nie te wszystkie sprawy. Jak się trochę mleka rozleje, świat się nie zawali. Dojechaliśmy. Załatwione. Odhaczone. Ogarnięte. Wyrobione. Sprawy na dziś. Pozostałe wirują, depczą po piętach, czają się za plecami, dyszą, gryzą w szyję wampirycznie. Różnie. Dopóki którejś kolejnej nie złapię i nie ogarnę. Aaaaaaaaaaaaa!

Ale nie o tym chciałam. Wahnięcia to moje memento. Pokazują z czym mam do czynienia. Wahnięcia wszelkie, te z mojej małej winy i te spowodowane tym, jak działa wielki świat, przypominają mi zawsze o nieuchronnym przeznaczeniu. Poszczególne sytuacje zawsze można jakoś opanować, lepiej lub gorzej. Ale jak ujarzmić los?

Ucieka autobus, mylimy drogę, albo datę, ktoś zajeżdża nam drogę, coś spada i tłucze się, zamknęli sklep czy urząd, który dziś był niezbędny. W metrze jest bomba... Zaraz spadnie kwaśny deszcz z szarańczą... Różne niespodziewane rzeczy mogą się zdarzyć. Nie do przewidzenia. I jak stoi wtedy za mną wielki chłop 180 cm plus, moje wielkie dziecko, to zawsze wiem, wiem na pewno, że cokolwiek nieprzewidzianego się zdarzy – on nie pomoże.

Nie zauważy, że pomyliłam przystanki. Nie będzie miał pomysłu, co zrobić, żeby się wyrobić i ogarnąć. Nie pogadamy o tym. Będzie stał obok kompletnie bierny. Zastygły w wyczekiwaniu. Albo wściekły. Ale nic nie wymyśli, nie poradzi, nie podpowie. Nie ma algorytmu na: autobus uciekł, następny za 10 lat, o żesz motyla noga, wiedźmi paznokieć, nie zdążymy, musimy tam zaraz dojechać, co robić????? To ja za każdym razem zdecyduję, co robimy dalej.

Dlatego wahnięcia to moje memento. Puka nieuchronne przeznaczenie: jestem opiekunem osoby niesamodzielnej, osoby z autyzmem. Cóż pomyliłam te przystanki, ale nawet się mocno nie spóźniliśmy, nadrabianie poszło sprawnie. Nic się nie stało. Nie zawaliło. Nikt się nie wściekł, autystyczny ani trochę.  Tylko memento rąbnęło mocniej niż zwykle, pewnie dlatego, że było dość rano, w sobotę, gdy autobusy rzadziej jeżdżą, przed kawą... Pewnie też dlatego, że nie pierwszy raz rąbnęło. Człowiek wcale się przyzwyczaił (pilot automatyczny działa sprawnie), przeciwnie -- zużył, zmęczył i poobijał.

Tym, że samemu trzeba nie tylko za siebie odpowiadać.  

Dobrze, że przystanięcie w celu zawiązania buta, grzebania w torebce, rozejrzenia się, gdzie my właściwie jesteśmy - jako niepokojąca, nagła zmiana w popylaniu naprzód - nie powoduje już dzikich wrzasków i tupania. Ufff...

17:28, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2015
Ruszaj się Bruno

Cykliczny dowóz podopiecznego na zajęcia. Tramwaj. Sporo ludzi. Podopieczny tryka plecakiem dużego pana w skórze, dżinsach i bejsbolówce. Ojoj... Pan zrywa się z miejsca...  Serdecznie uśmiechnięty, mówi do Piotrka -- siadaj sobie chłopaku, posiedź, odpocznij, sorry, że miejsce tyłem.. Piotrek siada i śmieje się w głos. Śmieją się jeden do drugiego.

Ojoj... Jak ja w ludzi nie wierzę. Których pierwszy raz widzę. A jak jeszcze, pan mówi: pomogę ci zdjąć plecak, napinam się, czy mu tego plecaka nie zawinie. Plecak ciężkawy, mamusia zdążyła już zakupy zrobić i władować. Mamusia każdą chwilę wykorzysta. Obsesyjnie prowadzi logistykę dnia codziennego: lepiej teraz kupić te bułki, potem będziemy zmęczeni, deszcz pada... Pana oblukuję uważnie -- niespodziewany punkt w planie, hmm... czy pił coś może, palił niedozwolone substancje? A może nie?!! ty kopnięta mamuśko, może to normalny gość jest, pogodny z natury, otwarty do ludzi. 

Duży pan w skórze, dżinsach i bejsbolówce żegna się Piotrkiem, życząc mu dobrego dnia. Nie za wiele od niego starszy. Patrzę na potomka: duży jest, od pana wyższy nawet, dżinsy, bejsbolówka, zamiast skóry sportowa kurtka, taka jak to teraz chłopaki noszą. Patrzę i myślę, jakby tak ze dwóch, trzech wpadło czasem i zagadało: ruszaj się, Piotrek, idziemy na herbatę (potomek nie tyka napoju z piosenki i chwała mu za to). Niby mamuśka o tym marzy, ale jakby to zniosła??? Najważniejsze to pracować nad swymi wadami. Wszyscy rodzice muszą przez to przejść -- dzieci dorastają, dajmy im trochę swobody, nie róbmy z siebie męczenników. 

Małe dzieci potrzebują terapii, duże konie bejsbolówkach inaczej -- ja znów o tym samym! -- potrzebują terapii, która będzie normalnym życiem jednocześnie. Asystent. Znów asystent. Ktoś fajny, zwyczajny. Wiedza o autyzmie potrzebna (ale jak bystry i na bystrego trafi nauczyciela to szybko załapie). Dałam sobie chwilowo spokój z marzeniami, na przykład, by wyjść w miasto po 18.00, do teatru, kina, a może i napój perlisty, jasny z piosenki gdzieś  zamówić (jestem dorosła i nie mam autyzmu!). Jest jak jest. Całkiem dobrze przecież. Dałam spokój, bo jak szukam asystenta, zgłaszają się osoby bardzo wykształcone, znakomicie przygotowane i -- nic w tym dziwnego, szacun dla kompetencji i wykształcenia! -- strzelają stawkami zabójczymi. No, nie, dziękujemy, ale terapię to ten pan już ma. Szukamy kogoś do towarzystwa. Ojoj... może trzeba było wybiec z tramwaju i gonić pana w skórze :) Ale przecież jechaliśmy zajęcia! Nieubłagany plan dnia do wykonania.

Pewnie chłopak z tramwaju ma w rodzinie kogoś z zaburzeniami. Ja bardzo państwa przepraszam, ale najwyraźniej nie umiem uwierzyć, że ktoś ot, tak, zwyczajnie -- bez trawy, piwa, doświadczeń życiowych, mógł tak fajnie (normalnie) się zachować. Co ja w tej głowie mam?! lub raczej: gdzie ja żyję?!  Tylu ludzi pomaga, wspiera nas, a ostatnio jeszcze więcej, i bardziej nawzajem. I każdy po przejściach...

 

23:56, szczypta_chili
Link Komentarze (3) »