O autorze
Tagi
RSS
czwartek, 24 marca 2016
Zapomniałam

O tym, że mam bloga, że blogerką jestem :)

Wyleciało mi to z głowy.

Klubokawiarnia już otwarta -- zaprasza na dobrą kawę (przetestowane) i coś do kawy.

Historię przedsięwzięcia od pomysłu do otwarcia możecie przeczytać tutaj. Co ciekawe trwało to 9 miesięcy. Tylko! A tyle się działo.

W związku z szacownym wydarzeniem otwarcia Piotrek podobno przebiegł po wszystkich serwisach informacyjnych -- miał bluzę w kratkę i było go widać. Parcia na szkło raczej w nim nie ma. Może wpadł na jakąś kamerę. Pojęcia nie mam. Nie chodzę za nim krok w krok przecież. Najważniejsze, że czuł się swobodnie. Widziałam, że kręcił się w pobliżu ciast i tortów. Kranów nie wyrwał.

Ostatnio temat pracy dorosłych z autyzmem, dorosłych niepełnosprawnych wylewa się zewsząd. Chyba nawet z doniesień tych, co bywają na sejmowych korytarzach i próbują odgórnie. Chwała im za to, jeśli robią to sensownie, czyli np. o pracy rozmawiają, o włączaniu jakimkolwiek. Ja siedzę na dole i dobrze mi, póki co.

Zapomniałam pisać bloga. Zapomniałam, że go mam. Ech, do czego to doszło! Może to nawet trochę dobrze. Jest coraz bardziej lepiej w realu :)

 

A jakby ktoś miał swój 1% na zbyciu, to może dla Piotrka? 

http://dzieciom.pl/podopieczni/6771

Dziękujemy tym, którzy już wpłacili, zamierzają, pamiętają.

00:50, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2016
Płynie

Ostatnio mniej jesteśmy dzielni, bardziej zajęci. Asystentom niedoszłym albo nie pasuje termin, albo trafiam na osoby, które chcą pracować jako terapeuci za terapeutyczne pieniądze, a tu chodzi o towarzystwo i zapewnienie bezpieczeństwa Piotrkowi podczas dojazdów na zajęcia. Nie tylko nasz problem. Ale słabe to pocieszenie. Nie jestem w stanie sama go wozić, odbierać, a ma szanse na naprawdę fajne aktywności. Nie chcę, żeby nudził się i zdziczał ze mną, ja też nie chcę dziczeć jeszcze bardziej. Nie wiem, czy dopisać, że znam ludzi, którzy mają jeszcze trudniej, bo są dorośli, którzy mają autyzm i nie mają żadnych zajęć. Mają rodziców... To dopiero atrakcja!

Spróbujemy znowu kogoś poszukać. Może się wreszcie uda. Parę tam, jakby puściło. Popłynęło swobodniej. Może coś się przejaśni na dobre. Tylko trzeba pamiętać, że nie każą iść w stronę światełka w tunelu, lepiej poczekać aż będzie widać, co tam jest za tym tunelem w tej tamie.

Zajęcia Piotrkowi służą. Dobra forma, dobry humor. Mógłby wchłonąć więcej. Tylko ta pomoc potrzebna. straszna jest ta wzajemna zależność, zwłaszcza tam, gdzie nie ma tych zajęć. Chora i nienormalna. Nigdy dość mówienie, że rodzic i jego niepełnosprawne dziecko to dwie różne osoby, a nie jedna. Nie dość mówienia, że dorosły niepełnosprawny jest dorosły. A to, że jest czyimś dzieckiem jest jakby oczywiste, każdy jest. Coraz częściej mam wrażenie, że za zmiany na górze biorą się osoby jakoś jak nie do końca przygotowane, za mało otwarte. Byłabym lepsza? Nie wiem. Nie mam czasu się zastanowić. Pracuję, wożę syna na zajęcia. Ktoś nas reprezentuje? Nie widzę. A szkoda. Nie wszyscy muszą być nieszczęśliwi i na finansowym dnie. Ktoś te podatki powinien płacić, może mógłby i więcej, gdyby tak mu troszkę pomóc. Mam dziwne wrażenie, że ludzie nie wiedzą skąd się biorą pieniądze. Po prostu mają być. Dla nich.

Nie ma jak inicjatywy oddolne, tak -- z czystej autopsji mówię. Tam tkwi prawdziwa kreatywność, chęć działania, konsekwencja. Ulubione na tu i teraz to nieustająco nasza Klubokawiarnia, która prze naprzód do otwarcia i której kibicujemy, Duże sprawy w małych głowach -- sukces ogromny, każdy chce je mieć, wkrótce drugie wydanie. Zobaczymy, jak wypadną przygotowania do Światowego Dnia Świadomości Autyzmu.

Parę tam puszcza, przecieka, jak pisałam. Spływa trochę brudów. Pewnie wkrótce się rzeka oczyści i popłynie śmielej. Na to czekamy, na szczęście nie biernie.  

19:02, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 stycznia 2016
Znak

Co jakiś czas trzeba dać znać życia.

Dzięki wpisowi o "Dużych sprawach w małych głowach" statystyki poszły w górę. Trzymam kciuki za drugie wydanie. Wydawcy szukają sponsorów. Formalności dają w kość, ale kciuki nasze wszystkie na pewno pomogą. Pękam z dumy, że mam znajomych, którzy robią takie rzeczy.

Klubokawiarnia Życie jest fajne ma się dobrze -- na pewno widzieliście, słyszeliście, już nie tylko w lokalnych, ale ostatnio także w mainstreamowych mediach (cokolwiek to dzisiaj znaczy). I też -- jak tu nie pęknąć z dumy, że zna się ludzi, którzy robią takie rzeczy! Klubokawiarnia aktualnie szuka ekipy, która zrobiłaby antresolę. Takie są obecne formalne wymogi -- antresola być musi, choć wcześniejszy budżet jej nie przewidywał. Może ktoś coś wie, może i pomoże.

Ojciec Karmiący przymierza się do książki, i najwyższy na to czas. Czekamy. Fajnie mieć takiego Ojca wśród znajomych i trzymać kciuki za powodzenie przedsięwzięcia.

Dorota, która opiekuje się dwiema niepełnosprawnymi siostrami zbiera na remont mieszkania na portalu zrzutka.pl. Założę się, że dla większości czytelników 10-20 zł to kwota, którą może wydać bez wyrzeczeń. Byłoby miło. Dorota jest jedną z najdzielniejszych osób, jakie znam. No i, i proszę sama używam słowa, którego wielu z nas, związanych ze środowiskiem ON ma już dość. Nieważne słowa, proszę pomóżcie dziewczynom. Także przez lubiąc ich stronę.

A o tym, co u nas, to może wkrótce. W sumie nic nowego. Piotr kwitnie, tryska radością, cieszy się życiem, ma mnóstwo zajęć. A ja staram się być w miarę dzielna.

20:56, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Duże sprawy w małych głowach

Mówi się teraz na świecie tylko o tym.

Tylko pozytywne recenzje. Krótko mówiąc: same zachwyty!

Ariergarda próbuje nadążać i też dorzuci coś od siebie.

Pozytywnie i z zachwytem.

Inaczej się po prostu nie da.

 

Duże sprawy w małych głowach to książka o niepełnosprawności napisana dla dzieci. Aby dzieci poznały prawdę. Dzieci są ciekawe świata i nie mają uprzedzeń. Dlatego właśnie powinny się uczyć i poznawać świat jak najszybciej. Najlepiej taki bez uprzedzeń, stereotypów, lęków. Ech, rozmarzyłam się… Ale świat sam w sobie nie jest idealny. Są w nim także dzieciaki z niepełnosprawnościami, trochę inne, takie, które inaczej odbierają ten nasz niedoskonały świat, inaczej się w nim poruszają, komunikują. Są w naszym świecie i zasługują na miejsce w nim, nie gdzieś na marginesie, z boku, omijane, nierozumiane, wyśmiewane. Są obok, blisko, a nie gdzieś na peryferiach, czy wręcz w kosmosie. Czego to ludzie nie wymyślą, jak nie wiedzą... Niech się więc dowiedzą.

Tekst

W spisie treści cztery rozdziały: autyzm, niepełnosprawność sensoryczna (niewidzenie, nie(do)słyszenie, niepełnosprawność ruchowa – tu znów się wymienia kilka jej najczęstszych przykładów, np. rdzeniowy zanik mięśni czy dziecięce porażenie mózgowe, wreszcie – niepełnosprawność intelektualna. Tekst jest napisany w formie wypowiedzi dzieci. Książkowi: Franek, Ania, Klaudia, Leoś i wielu innych opowiadają o sobie, swojej rodzinie, o tym co robią, jak wygląda ich codzienność, zabawa, szkoła. Mówią też o swoich zaburzeniach, chorobach – skąd się wzięły, na czym polegają (prosty język, rzeczowa wiedza). O leczeniu, rehabilitacji opowiadają, jak o elementach codziennego życia, nie przenoszą się w żaden inny świat, nie lecą w kosmos, by z nich skorzystać. Jest o wózku na którym trzeba siedzieć, o rurce przez którą dostaje się obiad (to nie boli). O badaniu otoskopem i aparatach słuchowych. O tym, że muszą mówić albo pokazywać obrazki, bo nie wiedzieli, że inni ludzie po prostu nie widzą ich myśli (to z rozdziału Autyzm, oczywiście – jak Piotrek był mały miałam nieoparte wrażenie, że on, z tych dźwięków, jakie wydawał, najchętniej stworzyłby jedno słowo, które mówiłoby wszystko, i miałby wtedy spokój). Prostym językiem i rzeczowo autorka wymienia, z jakich pomocy, urządzeń korzystają dzieci z poszczególnymi niepełnosprawnościami. W książce są przykłady obrazków w typie pcs, przykłady języka migowego, makatonu, wkładka ze znakami brajla, czyli alfabetu, którym posługują się niewidomi. Na końcu rozdziałów podane są zestawy ćwiczeń, przybliżających co czuje osoba z danym zaburzeniem. Duże sprawy w małych głowach mają więc wartość poradnika i podręcznika w jednym, do wykorzystania na szkolnych lekcjach.

 

O czuciu i odczuwaniu jest naprawdę sporo. Jeśli ktoś jest omijany, przedrzeźniany, wyśmiewany lub po prostu nierozumiany – nie czuje się komfortowo. Nie pomaga mu współczucie czy nadmierna chęć niesienia pomocy biednemu, nieszczęśliwemu dziecku, gdy, chce się je wyręczać. Oj, niedobrze. Nie tędy droga. Niewidoma dziewczynka bada świat dotykiem, ale nie chce, by ją samą dotykano bez jej zgody i nie rozumie, dlaczego niektórzy ludzie mówią do niej bardzo głośno, jakby miała problem ze słuchem. Dziwne, prawda? A jakie to przykre, gdy cię tak traktują! Ta książka jest po to, by dzieciaki dowiedziały się, jak traktować kolegów i koleżanki z niepełnosprawnościami.

 

W rozdziale o autyzmie czytamy: To tak jakbym był na szczycie góry. Wszyscy mnie widzą, ale nikt nie chce do mnie podejść. Bo z dołu wierzchołek góry wygląda jak mała kropka, ale na górze jest naprawdę dużo miejsca. Zmieścimy się tu wszyscy.

Zmieścimy się, prawda? 

 

Grafika

Każdy rozdział ilustrowała inna osoba. Inna kolorystyka. Wielkość rysunków. A także fonty. Więc rozdziały nie zlewają się w jedno. Jest ciekawie. Różnorodnie.

Ilustracje są proste, oszczędne, ascetyczne nawet, utrzymane w podstawowych kolorach. Więc jest czytelnie, czysto, konsekwentnie. Szata graficzna ściśle współpracująca z tekstem (wizualnie), z tematem (merytorycznie).

Brak pstrokacizny, przebrzydłej słodzizny z książeczek dla dzieci.

KLASA!


I, co już chyba jasne -- nie jest to książka tylko dla dzieci.



Agnieszka Kossowska

Duże sprawy w małych głowach

Ilustracje: Jacek Ambrożewski, Anna Kloza-Rozwadowska, Patricija Bliuj-Słodulska, Szaweł Płóciennik

Opole 2015

 

Strona projektu tutaj.

Agnieszka to mama Franka, autorka jednego z najpopularniejszych blogów rodzicielskich, osoba wyjątkowa, na co najwyraźniej nie ma rady, jeśli poradziła sobie z tym projektem :) Trwało to trochę, różowo nie było, wiadomo – system… Ale jest! Istnieje. Poszła do ludzi. Wielki sukces Agnieszki i całej ekipy, która tworzyła ten projekt.

Książka, zgodnie z założeniami, była dystrybuowana bezpłatnie. Ale od tego sukcesu nakład się już wyczerpał.

Ekipa potrzebuje funduszy na kolejne wydanie.

Sponsorzy, darczyńcy piszcie tutaj: nie trzeba milionów, na druk wystarczy kilka tysięcy. Ziarnko do ziarnka i się zbierze!

02:12, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 grudnia 2015
Nowe

W mijającym roku, który zaraz nazwiemy Starym od początku zanosiło się na zmiany. Wisiały w powietrzu niczym chmury, ciężkie chmurzyska z których lada chwila może spaść deszcz. Orzeźwiający. Potrzebny po latach posuchy. Zmiany są potrzebne. To ruch, a ruch to przecież życie. Przyszły do nas w drugiej połowie roku. Jedna po drugiej, jedna za drugą. Sypnęło. Odświeżyły powietrze. Straszny był już zaduch. Nawet pomyślałam, że może będzie dobrze. Ot, takie banalne zdanie, zasłyszane, wciąż słyszane tu czy tam. Nowa terapia, Klubokawiarnia -- Piotr na liście pracowników, szansa na powstanie miejsca, o jakim marzyliśmy od dawna, miejsca szans, otwartego na robienie fajnych rzeczy. Różnych. Piotrek jest szczęściarzem, że ma to wszystko. Nie tylko za sprawą szczęście tyle się zdarzyło, spełniło, trwa. Ciekawe, co będzie ze mną w tym Nowym roku... Chciałabym stanąć z boku, w cieniu, zająć się swoimi sprawami. Wreszcie. Gdy dorosły syn rusza w swoją drogę. Jakie to prozaiczne, że i w nowe, i w znane już miejsca na tej drodze trzeba go zawieźć, dowieźć, odebrać, stojąc z boku, z tyłu w cieniu, ale na własnej drodze się wtedy nie jest. Półsamodzielność Piotra. Moje życie półwłasne. Wciąż w pogoni za uciekającymi szansami, niedorealizowanymi planami, terminami, które uciekają. Jakoś tak szkoda.

Znów minął rok. Nie robię postanowień. Nie strzelam. Może jakiś przyjazny fajerwerk sam wystrzeli i będzie ładniej, barwniej przez jakiś czas.

A tak na dłużej -- oby pojaśniało i tak zostało. Jaśniej. Po tym deszczu zmian. Żeby czarne dziury się pochowały, zmalały.

Noworocznie życzę Wam -- przyjaciele, znajomi, czytelnicy stali i przypadkowi -- dobrych zmian w życiu. Takich, których nie trzeba brać w cudzysłów, bojąc się, co przyniosą. Dobrego życia! Fajnego. Własnego. 

Oby być w ruchu. Czuć. Oddychać. Myśleć. Bez nadmiaru fajerwerków. Z dala od czarnych dziur. Pod łagodnym słońcem, pod jakąś dobrą gwiazdą na nocnym niebie.

01:21, szczypta_chili
Link Komentarze (5) »