O autorze
Tagi
RSS
poniedziałek, 03 października 2016
Czarnooo

Oj, coś wypadałoby się napisać o tych czarnych sprawach. Grzeje się ostro, choć kolor niegorący. Szamoczą się myśli, ale czasu nie ma, życie jest gdzie indziej. No, dobra, banał na początek, bo bez tego nie ruszę – że zwykle unikam tematów politycznych, kontrowersyjnych, nie szukam zwady, ale tym razem…

Nie, wróć. Przecież w kółko pisałam tutaj i nie tylko, jak zły, fatalny jest system wsparcia osób niepełnosprawnych i ich rodzin. A to polityczne.

Dobra, dość pitolenia i tłumaczenia się, bo noc czarna już:

popieram czarny protest

Bo prawo do właściwej opieki medycznej (dla wszystkich, i kobiet, i niepełnosprawnych też) jest podstawowym prawem obywatelskim, a nie żadnym tematem zastępczym. Gotuje się we mnie, jak słyszę, że to temat zastępczy, przykrywający tematy ważniejsze. Za każdym razem, gdy wypływa sprawa prawa aborcyjnego, ktoś powie, że to tylko "niepoważny" substytut.

Bo po 1989 nigdy nikt, żadna władza, mniej czy bardziej dumna ze swej misji, nie zajęła się sensownie, ani tym prawem, ani w ogóle polityką społeczną, wspieraniem rodzin w różnych dziedzinach życia, także tych, gdzie są dzieci (a potem dorośli) z niepełnosprawnościami. A gęby pełne frazesów o rodzinie i o wierze.

Bo trafia do mnie proste zapytanie: a ile dzieci chorych zaadoptowałeś zwolenniku całkowitego zakazu, ilu rodzinom pomogłeś, jakie masz pomysły na wspieranie narodzonych? Oczywiście wiem, że wielu zwolenników ma takie dzieci, i co z tego? Wielkie halo, że ktoś zajął się własnym dzieckiem, nie oddał go, w domu trzyma? Nawet ja wiem, że jest taka pani, co robi z tego straszny dym, petycje jakieś nosi po sejmach, nawet ja wiem, że jest taki poseł, co chętnie fotografuje się ze swoim synkiem, ale nie widziałam, nie słyszałam, by pokazali się w miejscach, gdzie realnie zabiega się o pomoc ON, by przedstawili jakiekolwiek pomysły.

Bo, jak kolejny raz czytam gdzieś, jak pełni miłości, cudowni rodzice czekali do rozwiązania, by przytulić umierające maleństwo, moje serce nie chce się rozłączyć z rozumem i mam ochotę pytać: ale czy to dziecko nie cierpiało, czy o tym ktoś pomyślał? Wzruszające teksty nie obejmują zwykle takich informacji. Dla mnie ten ból jest niezwykle mocnym argumentem. Wtedy naprawdę czuję, że mam serce. O bólu dzieci, cierpieniu matek, rodziców przeczytałam tutaj. Przeczytałam też, jak wielka jest determinacja ludzi, kobiet, walczących o zdrowie, życie swoich nienarodzonych dzieci.

Bo nie znam zwolenników aborcji, choć znacząca większość moich znajomych deklaruje poparcie dla protestu. Trzeba być chyba pomylonym, żeby traktować ją jak wizytę u dentysty vel depilację.Decyzja o aborcji musi być niesamowicie trudna, rozdzierająca, a tu ktoś pyk! i potraktuje cię jak potencjalnego mordercę, gdy tylko zwrócisz uwagę, że to zwykle nie jest pyk i już. Ludziom, którzy stanęli przed taką decyzją, należy się wsparcie, szacunek, zrozumienie, jakkolwiek zdecydowali. Ale najpierw musieli mieć szansę, by móc powiedzieć – tak. Jak tu w ogóle rozstrzygać dylemat, czyje życie ważniejsze, które wybrać? Niesamowicie trudne.

Bo słabo mi, jak słyszę, że „mamusie” ON są z góry traktowane, jak nośniki czystego dobra, bo nie zabiły „dzieciaczków” (nie bez powodu ten infantylny język, w mówieniu o sprawach kobiet, dzieci, rodzin równie częsty, jak tekst "temat zastępczy"). Zrealizowanie prawa do aborcji w uzasadnionych przypadkach za bardzo dostępne nie jest… Relacje kobiet na ten temat są wstrząsające. Badania prenatalne wszystkiego nie wykryją i nie obejmują 100% kobiet. Niektórzy zachowują się jakby tak było. Robimy badanko -- albo wybieramy życie, albo wywalamy je, bo chore.

Z niepełnosprawnym dzieckiem wpada się w kolejny kanał. Opieka zdrowotna, rehabilitacja, zapewnienie godnej przyszłości, i tak dalej – czarna otchłań, czarna dupa, mówiąc krótko. Aż szkoda mi tych nieszczęsnych, co tak kochają cudzy heroizm. Albo może są zbyt ograniczeni swoimi „wartościami”, żeby zauważyć, że „mamusie i dzieciaczki”, nie tylko tam, gdzie jest niepełnosprawność różowo swojej sytuacji nie widzą. Szkoda, że rzeczywiste wartości chrześcijańskie, jak danie człowiekowi wolnej woli, i to, uczucie, i dla siebie, i dla bliźniego nie znajdują zastosowania.

Autyzmu badania prenatalne nie wykrywają. Nie miałam więc dylematu. Ponadto młodej dziewczyny nikt na nie kierował. Ale fakt, że zajęłam się własnym dzieckiem. Kawał mego życia to zabieganie o całkiem podstawowe rzeczy, niby (!) zagwarantowane prawem, konstytucją – rehabilitację, zapewnienie mu godnych warunków życia, o to, by oboje rodzice mieli w tym podobny udział, o moje prawo do pracy, do odpoczynku, do stanowienia o sobie, i tak dalej. 5 lat już tego bloga piszę. W dorosłość wchodziłam w 1989, jestem pokoleniem, które miało szanse i nadzieje.Trudno mi uwierzyć, że dziś jest jak jest. Ale i młodsi, i starsi też są zaskoczeni.

Kobiety są zmęczone, wkurzone traktowaniem ich schizofrenicznie. Takie "podwójne standardy" (sformułowanie zasłyszane nieraz z prawych stron): raz „omnimatki”, co zostaną pielęgniarkami, terapeutkami, menadżerkami, co wszystkim same się zajmą bez pomocy, raz -- durne dziunie, które same o niczym nie zdecydują, trzeba robić to za nie. Mężczyźni też to widzą. Dobrych ojców nie brakuje. A ja bardzo uważam, na tego rodzaju poprawność, by ich z tematów rodzicielstwa nie wykluczać. 

Odbieranie ludziom wolnej woli to sedno czarnego wkurzenia. Traktowanie ich jak idiotów. Gdy jednocześnie zwala się na nas tak wiele, bo tyle spraw społecznych pozostaje nierozwiązanych. I jeszcze to właśnie, że nasze doświadczenia, przeżycia, opinie nie zostały wypowiedziane, wysłuchane. Nie było, nie ma miejsca na zajmowanie się babskimi "zastępczymi" duperalami, gdy w państwie tyle jest "poważnych" spraw... Można się wkurzyć, oj można.

Różowo może od razu nie będzie, ale nie jest aż tak czarno, skoro najwyraźniej wybuchł bunt na galerze.

Czarny protest. Dziś. 

00:52, szczypta_chili
Link Komentarze (1) »