O autorze
Tagi
RSS
sobota, 25 października 2014
Piątka

W szkole przysposabiającej do pracy, P. uczy się różnych zawodów. Od dawna świetnie się zapowiada jako kucharz. Bardzo lubi też prace plastyczne. Współprowadzi szkolny sklep. Odbywa staż w szkolnej bibliotece. W IPET napisano, że ma motywację do nauki. Tak, jego motywacja jest bezcenna! Dziś uczył się fotografii, pozaszkolnie. Podobno radził sobie bardzo dobrze. Dostał aparat i będzie robił zdjęcia, które pokaże na kolejnym kursie.

 

Najważniejsze to dać szansę. 

 

Blog kończy dziś 5 lat.

Działo się! Rozmaicie.

Będzie ciąg dalszy.

Dziękujemy za czytanie. Życzymy czytelnikom wszystkiego najlepszego!


zdjęcia Piotra: superszkoly.edu.pl

17:46, szczypta_chili
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 października 2014
Dwa złamania

W październikowe upały nie mogliśmy sobie odmówić odwiedzenia naszego lasu. Przed ulubionym, bo najbliższym wejściem znajoma zielona tabliczka: "Zakaz wprowadzania psów". Za każdym razem myślę, że wrednie jest tak zakazywać na dzień dobry. Zamiast na przykład poprosić o niewprowadzanie. Choć to głupie odmawiać psom wejścia do lasu.

Ale jak się tylko do niego wejdzie, psów jest niemal tyleż samo, co ludzi. W taki piękny weekend jednych i drugich mnóstwo. Biegają sobie psy tłumnie i radośnie. Nikt się nie przejmuje ani tabliczkami (podobne stoją przed innymi wejściami także), ani przepisami o smyczach i kagańcach. Mieliśmy niestety kilka Piotrkowo-psich zajść, niegroźnych na szczęście, gdy pies radosny, a właściciel miły.

Na leśnych spacerach bierze mnie zwykle na filozoficzne refleksje. Wczoraj wymyśliłam, że przykład psów i tabliczek świetnie ilustruje tematy prawne w naszym kraju. Z jednej strony wredny zakaz (lub też nakaz), z drugiej strony wszyscy mają to w dupie. Jak nie jest wredny, właściwie to samo. Przepis niby jest, a jakby go nie było. 

I jeszcze monitoring jest w tym lesie. I zakaz wjazdu rowerem na niektóre ścieżki, których rowery wcale nie omijają. I zakaz palenia oczywiście. Obchodząc las z drugiej strony, zobaczyłam też całkowitą nowość, wejście/zejście, którego wcześniej nie widziałam i całkowicie nowy zakaz: "Zakaz jazdy konnej". Tabliczka postawiona przy baaardzo wąskich, baaardzo stromych schodkach. Trzeba być niezłym kozakiem, by wjechać na koniu czy to po tych schodkach czy przez chaszcze obok!


 

Nie wiem, czy to upały, spacery, czy może jednak terapia. Synek dziś świetnie poradził sobie ze strukturalizacją czasu, znalazł kilka zapomnianych płyt z grami edukacyjnymi, zrobił obiad (pieczone ziemniaki z rozmarynem, prościzna! ale jakie pyszne z sałatą lodową i surówką z marchwi), zabrał się za wyklejanki z bibuły i jeszcze na dodatek sam przykleił dzieło taśmą na drzwiach. Ległam na łożu i obejrzałam dwa filmy Woody'ego Allena. Cud! Czuję się wypoczęta. Stosy papierów i paragrafów poczekają. Samodzielne organizowanie sobie czasu to wciąż i priorytet, i problem. Wczoraj synek na spacerze z K.  sprytnie zakupił conieco, na które dawno miał ochotę, ale zwykle mu nie wolno. Może dyspensa od zasad bywa w terapii zbawienna?  

22:00, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 października 2014
sprawozdawczo

Potrzeba pisania bloga gdzieś mi zanikła ostatnio. Zapomniałam, że istnieje. Może z powodu choroby. "Maleństwo" też podłapało wirusa, ale młody, zdrowy organizm szybko sobie poradził z zagrożeniem. Nie mam motywacji. Ciągle zapominam, co miałam napisać, ale nie napisałam, bo zapomniałam. Dziwne rzeczy dzieją się wokół mnie. Pływam w surrealizmie można powiedzieć. Ja wypłynę, to dam znać. 

Dali nigdy mnie nie kręcił. Efekciarz. Chytra popkultura. Uwielbiam Adriena Brody'ego jako Dalego w "O północy w Paryżu". A film w sumie takisobiutki, choć przyjemniutki i zabawny, choć tak lubię Woody'ego Allena. Najbardziej lubię, z nowszych, a może i w ogóle "Poznasz przystojnego bruneta", mimo, że nie ma rewelacyjnych recenzji. Bardzo chciałabym napisać za co lubię ten film. Choć blondynów wolę. Alekogotoobchodzi. Woody tym razem wlazł w żeńskiego bohatera, mnie nieraz zdarzało się utożsamiać z męskimi w procesie odbioru dzieł filmowych i literackich. Pojęcia nie ma macie o kim mówię. 

Naprawdę nie mam już siły pisać o autyzmie. Co w zawodowych kontekstach jest wyznaniem, tyle szczerym, co głupim. Ale to tylko dzisiaj :) Urlop! Weekend!

Zaraz północ. Poza Paryżem. Niestety. 


fot od pewna Joanna, mam nadzieję, że nie kradnę i nie naruszam, chwie skąd ona to wzięła

23:59, szczypta_chili
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 października 2014
Epizody

"Mama jest chora". Stwierdzenie, jak: "mama czyta książkę", "mama pije herbatę". Dla własnego dobra mamy nie powinny chorować. Nie obiecam, że nigdy więcej tego nie zrobię. Były inne plany na weekend.

Kilka dni temu. Autobus. Sporo ludzi. Stoimy przy drzwiach. Autobus staje na kolejnym przystanku. Z siedzenia podnosi się jakiś pan i próbuje wyminąć Piotra i jego plecak. Przodem, tyłem, bokiem. Tańcuje wokół niego, coraz bardziej wściekły. Nie robię nic. Ani drgnę. Żadnego zwyczajowego: "Piotrek, proszę, przesuń się, przepuść pana" itp. Nagle takie gadanie wydaje mi się bardzo infantylne. Nie chcę więcej tego robić. Wystarczyłoby, gdyby pan powiedział: przepraszam, chcę wysiąść, czy coś równie oczywistego. Piotrek by zrozumiał, to już przerabialiśmy. Jak pan wreszcie wysiadł, okazało się, że umie mówić, wyzwał Piotra od takich owakich, co widzą, że człowiek chce wysiąść i się nie ruszą. Piotrek pozostał doskonale obojętny również na to. W autobusie trzeba trzymać się poręczy. Trzymał się. Umie zachować się w środkach transportu.

Przypomniał mi się ten wpis i stały temat bolesnych zetknięć z "normalnymi" ludźmi. Jeden z najbardziej bolesnych, jak się zdaje. Chyba dobrze, że już i na to zobojętniałam. Czasem patrzę na ludzi, jakbym była innym gatunkiem i nie rozumiała, co oni mówią. Chyba coraz częściej. 

A jacy ludzie potrafią być świadczy to, co ostatnio pisze u siebie ekko. Sprawa wafelka niczego wymiaru nie nauczyła? Potrzebna jest pomoc prawna, i to szybko!