O autorze
Tagi
RSS
piątek, 23 września 2011
Bimbirymbi

Imbir imbir teraz jakby lepiej

No, jakby.

Tak jakoś nagle i hurtowo napłynęło do mojej skrzynki mailowej i na f. tyle ludzkich głosów, odnaleźli się znajomi i przyjaciele z dawnych lat, odezwali zapytani, otworzyli, pojawili nowi. Naszła i mnie odwaga, by zapytać, zwierzyć się, poprosić, obiecać, pogadać.

Więc ostatnio żyję wśród ludzi. 

Lubię to.

Dzięki.

13:30, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
Piotr

Jak się zmienił!

Jaki jest charakterny, mocny, gęsty, wyrazisty.

Jaki samodzielny!

Jaki z siebie dumny!

Jaki pogodny i uśmiechnięty.

Hałaśliwy, kłótliwy.

Zdecydowany.

R O Z G A D A N Y

Jaki nieznośny czasem, ostatnio znów rozrabia wieczorami.

Cieszą i wzruszają te nowe umiejętności w zakresie higienicznym, kulinarnym i komunikacyjnym! 

 

12:05, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 września 2011
Nitki codzienne

Wczoraj wieczorem sam ugotował sobie parówki. Posłuchał matki, zajętej wizytą znajomych, którzy zabierali nam niepotrzebne graty, robiąc miejsce na nowe: "Chcesz parówki, to sobie ugotuj."

Gar pełen wody na kuchenkę, włącza grzanie (teraz elektrycznie), gotuje, przekłada na talerz, nie zapomina wyłączyć. No łał.

A kilka dni temu zachwycałam się tym, że gotował ryż i podgrzewał sos, i sam z ten ryż wykładał z torebki na talerz i polewał sosem. Ale palników ja pilnowałam i pokazywałam, najwyraźniej załapał. 

Sam radzi sobie z myciem, myciem głowy, spłukiwaniem.

Ostatnio rano przypomniał zakręconej matce, że jego drugie śniadanie i obiad do szkoły zostały na stole i włożył je do plecaka.

Oddech przeponą i mówienie s -- szkoda, że nie widzieliście. Ciocia ucząca emisji głosu zaniemówiła, jak szybko łapał ćwiczenia. I z jaką pasją. 

11:44, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 września 2011
Borderline

Od burty do burty.

Trzeba żyć. Tyle dobrego może się jeszcze zdarzyć. Więc kupuje szafkę do przedpokoju, by w naszym domu było ładnie i wygodnie. Po co ta szafka? Wszystko jedno. Za rok koniec świata. Pocieszające.

Mam wrażenie, że moja elokwencja, erudycja i poczucie humoru są obecnie mocno cienkie. Jestem jakaś sztuczna, napięta.

Poprosiłam o pomoc. Boję się, że utonę. Może przy pomocy  jednak nie, a nawet wypłynę. Nie wiem. Nie mam pojęcia. Żadnej intuicji. Nie wiadomo.

Zły dzień. Bardzo zły dzień. Dzisiaj.

15:29, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 września 2011
Ile kosztują alimenty

Tak to sobie liczę nie od dziś.

Pierwsze, by rozwód przebiegł sprawnie-- całkiem, całkiem plus kontakty dla pracującej matki całkiem, całkiem. Bo się tam ze strony drugiej przebierało nóżkami, robiąc plany na nowe wspaniałe życie  Prawnik, ugoda. Potem tylko rzucanie co jakiś czas mądrości wielkiej: "Tyle ci płacę. Żaden kolega tyle nie płaci."

Przestało wystarczać. A z własnej woli ojcowskiej się nic nie dało (ani kasy ani czasu). Sąd podwyższył. Zainwestowałam tyle nerwów, czasu, upokorzeń. Obawy, gonitwy myśli, skręty kiszek, łzy i rzyganie. "Tyle ci płacę" Potem trza jeszcze utrzymać to było, co sąd kazał płacić -- pozew o obniżenie. Są ludzie, którzy przyznają rację wyłącznie sobie, fakty im w tym nie przeszkadzają.

"Tyle ci płacę." Więc mogę sobie nie przyjść w to popołudnie, a potem popołudnia wszystkie. Bo ja mam prawa, ty obowiązki (cytat!). Albo weekendy. Nawet całe wakacje. Albo w święta nie zapytać nawet, jakie plany, czy będzie coś na stole, pod choinką, jajeczko jakieś dla synka. Więc czas i pieniądz mój -- ja jestem na posterunku osobiście, ja szukam pomocy, płacę za nią.

"Tyle ci płacę." Nie dostanę zasiłku, posiłku, dofinansowania do mieszkania czy tam czego innego. Bo alimenty to dochód rodziny i dzieli się na dwa. A z jakiej racji? Z racji dyskryminacji. Syn dostaje. To nie moje. Ja miałam kilkaset, co sobie zarobiłam w kryzysie jakimś cieniutkim zleceniem.

"Tyle ci płacę." wpływało na konto kredytowe, bo zadłużam hipotekę. Więc niewiele zostawało dla synka, gdy na kredyt nie starczało. Sprzedałam mieszkanie, nie ma hipoteki, alimenty dostaję w całości.

Drogie, kurwa...

 

P. ma teraz tak ustawioną terapię, że mucha nie siada. Wszystko ma.

Och, jakże byłoby mi łatwiej, gdybym mogła być wdzięczna za te pieniądze na syna, gdyby ich płacenie wynikało z odpowiedzialności -- ale, jaka w tym zasługa taty, że boi się komornika?

I tak wychodzi, że "tyle ci płacę" starcza na terapię, asystenta, szkołę, ale za żarcie, ciuchy, mydło i dach nad głową to ja płacę żywymi pieniędzmi i to coraz więcej, więc niechętnam do bicia dziękczynnych pokłonów.

23:46, szczypta_chili
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2