O autorze
Tagi
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2012
Nie pojechały

Ciasteczka! Babeczki! Prosił, przynosząc papierowe foremki. Wczoraj nie zdołałam, od dni kilku, a może i kilkunastu zmagam się z choróbskiem jakimś przykrym, co na życiu codziennym P. odbija się nieodrodnie. Bo przywiozłam w końcu dzieciaka do domu, pokonawszy degrengolady. Przywiozłam, na zajęcia chodził, choć przez choróbsko matki, a i wspomniane degrengolady opuścił dni kilka. Miejsce docelowe nazwałam Opokowem, na użytek własny, bo dwóch, a nawet trzech terapeutów oraz conajmniej czterech podopiecznych, nie licząc P. nosi to samo imię. Więc jak zapisałam im numer telefonu z informacją: "mama P.", stwierdzili przytomnie: Proszę pani, niewiele nam to mówi... W Opokowie chyba mu się podobało, miejsce w sumie nie nowe, ale nowa sytuacja -- bez asystenta jeden na jeden, musiał się chłopak wdrażać w zajęcia grupowe samodzielnie.

No, więc przynosi dziś rano te foremki i przypomina o obietnicy. Zrywam się, piekę. Potem dopinamy walizkę i gnamy na miejsce spotkania. Pojechał król życia konie huculskie ujeżdżać. A ja zamiast królową matką zostać i brylować w mieście, walczę z choróbskiem. Na pocieszenie (???) te muffiny migdałowe, pachnące, pyszne na stole zostały...

22:12, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 lipca 2012
Ostře sledované vlaky

P. nie ma od dwóch tygodni. Myślałam, że więcej czasu minęło, ale i nie wiem, kiedy to zleciało. Jedynym planem na czas nieobecności P. było robić, co podpowie intuicja. Czasem więc wracałam z pracy prosto do domu, gdzie nikt nie chciał jeść i było cicho, albo do domu wracałam krzywo. Kładłam się o 4.00 rano, co generowało jedynie problem, czy po ablucjach w wannie użyć kremu na noc czy na dzień.

P. jest u mojej rodziny i podobno jest spokojny, nie daje się we znaki oraz nie powtarza imienia mego Mamamama nadaremno. Co poczytuję za sukces wychowawczy. Ale wraca,  rozpoczyna zajęcia. Plany nam się zwichrowały. Zrezygnowałam z turnusu, który zapowiadał się świetnie -- mnóstwo zajęć i wycieczek, codziennie basen i ogniska (rok temu było wspaniale). Za drogi. Cudem, szczęściem, resztami inwencji, ze wsparciem i zrozumieniem innych zamieniam, umawiam, ustawiam Piotrkowi wakacje w inny sposób.

Pan tata go nie zabrał. Co tam tym razem było warunkiem? Chyba miałam skasować bloga czy coś. Co może przeszkadzać w kontaktach? To, że nie pracuję. Jak znów pracuję, dzielnica nie ta. A jak na wakacjach dzielnica nieważna, to mam kasować bloga. Gdzież Sabo dojdziemy tą drogą? Wór pokutny, żelazna maska, nie oddychać. A przecież to takie proste: trzymać się ustaleń, albo jak kto woli -- wyroku. Matko święta, znów trzeba iść do sądu. Jak akurat nie toczy się żadna sprawa, wszystkie te wspaniałe rzeczy, które tata robi dla syna, nagle znikają. Tym razem jednak, to znacznie poważniejsze. Jak ktoś złamał wszystkie zasady (i te z KRiO, i z KC, i te normalne, ludzkie) i nie pozwala o tym mówić -- sprawa jest poważna. No, pewnie tym blogiem nie pomagam tacie, ale nie mylić skutku z przyczyną. I nie taka moja rola. Nie jestem ani anioł ani organizacja charytatywna. Ani tarcza do strzelania, ani dupa do kopania. Wychowuję dorosłego syna z autyzmem, wymagającego stałej opieki osób drugich w codziennej egzystencji, szarpię się o pracę, dach nad głową, alimenty, procenty, turnusy i inne takie. Odpoczynek? Nie znam. To jest moje życie i o tym piszę. Rok temu na wakacjach, jak tata znów miał jakieś akcje, sypałam się, wściekałam, chowałam bloga, liczyłam na mediacje. A teraz nie. Ale nie będę się już pastwić nad cudzym nieszczęściem.

 

Pochylę się nad swoim.

Trzeba przywieźć P. Zaczyna te swoje zajęcia. Tak siedzę już drugi dzień i nie mogę wybrać się na pociąg.

Jestem PRZERAŻONA.


03:24, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 lipca 2012
Ciasnota próbówki

Wypłynął temat in vitro. Są ustawy rozmaite, są spory, zbliżenia na posłów tych i tamtych, co chronią życie lub nie chronią -- znajome twarze i te same gadki.

Pewnie uregulowanie sprawy interesuje wiele osób. 

Tylko czemu nienarodzeni znów są ważniejsi od żyjących?

Czemu na pierwszym miejscu znów ideologia, nie realia?

Myślę, że ludzie generalnie chcą mieć dzieci -- wbrew szerzącej się opinii, że lubią zabijać płody i jak im się tego nie zakaże, wymordują wszystkie. Ci, którzy decydują się na in vitro muszą dzieci pragnąć szczególnie mocno. Więc możliwe, że wychowają je i wykształcą z większą troską niż ci, którym się urodziło niechcący, więc je duszą, topią czy tam co robią, bo niechciane dziecko wkurza. Ale to już sprawa policji i prokuratury, nie ideologów. Można by dać ludziom ulgi na środki antykoncepcyjne, ale grzech! Nawet, jak płacą 100%, aptekarz, co ma sumienie może narobić scen i nie sprzedać środka.

Teraz in vitro, a forever neverending -- aborcja. Chyba nikt nie uważa, że to jakaś przyjemność czy hobby, ale jak się słyszy ideologów to oni chyba tak widzą te decyzje. Nie ideologia, ale dobra polityka prorodzinna, dobre procedury adopcyjne, opieka medyczna, hospicja dla narodzonych, co nie mają szans na przeżycie, itp. pozwoliłyby pewnie osiągnąć dużo więcej niż ideologicznie roztrząsanie człowieczeństwo zygoty i piętnowanie matek, którym zwykle i tak już się nieźle oberwało od życia.

I dochodzę do konkluzji.

Wiem, że dlaczego nie pomaga się niepełnosprawnym dzieciakom i ich rodzinom.

Nie niesie to żadnej ideologii. Nie ma czym się ekscytować. Urodziło się, jest, pewnie nie z próbówki, matka nie usunęła.

Bóg zadowolony.

16:53, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lipca 2012
AKTUALNOŚCI

Spać nie mogę,nie wiem, co będzie jutro, czyli już za godzinę, wrzucam kilka linków.

 

PETYCJA

Do podpisania i rozsyłania

"Samą miłością dzieci nie nakarminy"

http://www.petycjeonline.com/forum/34253/start/100#124

My rodzice dzieci niepełnosprawnych...

W tej sytuacji głupio się przyznać, że sami też musimy jeść. To może być dopiero drugi etap w uświadamianiu społeczeństwa. Albo trzeci. W drugim powiemy, że najedzone dzieci nie mogą wegetować, muszą mieć dostęp do terapii, opieki, rozwoju.

A na końcu im powiemy, że nie jesteśmy aniołami ani żadnym innym bytem, co jest samym dobrem, nie pije, nie pali i nie wychodzi z nerw. Ale się zdziwią!

 

Link od BabciGosi, jednej z najwspanialszych babć na świecie:

http://pokochajciekubusia.pl/?p=5815#comments

Ta informacja może się przydać. 

 

Blog dorosłego Aspi, Krystiana, autora książki "Spektrum":

http://krystian-robert.blogspot.com/

Kciuki!

 

 I jeden z wpisów na jednym z moich ulubionych miejsc:

http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2012/06/w-paryzu-to-by-sie-nie-zdarzyo.html?spref=fb

MACIERZYŃSTWO BEZ LUKRU

Genialna nazwa, mądre słowa. Słodko nie jest, nie jesteśmy aniołami.

Dziecko niepełnosprawne to nie tragedia.

Tragedia to system.

Gdzieś to przeczytałam, we wpisach czy komentarzach. Tyle ich jest. Nie pamiętam gdzie. 

Jest nas sporo. Istniejemy naprawdę. I nie jesteśmy aniołami.

22:56, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »