O autorze
Tagi
RSS
sobota, 23 lipca 2011
Zużycie

Jest 10.30. Od rana poszły już dwie rolki papieru toaletowego. Cudem nie zatkał się kibel. Czasem się zatyka. Butelka żelu pod prysznic, płynu do kąpieli idzie czasem na raz, czasem na dwa-trzy razy. Nowego szamponu już prawie nie ma (płyn czy szampon co za różnica, piana to piana). I tak nieźle -- kilka razy umyłam głowę swoją lub jego. Zostało jeszcze na 3-4 mycia, jak tego nie wyleje. Poprzedni "familijny" w sporej butelce poszedł jednorazowo. Szampon i odżywka, które kupiłam dla siebie zniknęły błyskawicznie, raz ich użyłam.

Samoobsługa. Samodzielne mycie. Syn dorasta. Mama nie wchodzi do łazienki.

Koszty. Tak, to koszty. Ponadto nie nadążam już zaopatrywać. Pamiętać. Oznaczać, chować, pilnować.

Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam!!!

10:31, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lipca 2011
Decyzja

Rano biegniemy na przystanek. Przed nami wyrasta kałuża wielka jak jezioro. Nie da się dalej iść chodnikiem, ale wystarczy odbić w prawo i wejść na ścieżkę rowerową. Piotr zatrzymuje się, waha, patrzy na mnie pytająco. Tyle razy słyszał: zejdź ze ścieżki, idź chodnikiem. Nauka w las nie poszła. Ale co teraz?

-- Piotrek, rób jak uważasz.

Wbiega na ścieżkę. Idzie dalej, nie mocząc nóg. 

11:57, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lipca 2011
Sukcesy codzienne zaobserwowane

Spisuję, by o nich nie zapomnieć.

Cieszą od kilku dni, tygodni.

Piotr coraz lepiej radzi sobie w przestrzeni publicznej. Z radością i dumą obserwuję, jak pewnie idzie ulicą, zmierza w wiadomym kierunku, jak kasuje bilet w metrze. Patrzy na ludzi, uśmiecha się do ładnych dziewczyn (mmm, naprawdę to robi, hmm..).

Trochę podbiega, czasem jeszcze krzyczy i macha rękami, ale jednak najczęściej idzie n o r m a l n i e. Zaczyna sam przechodzić przez ulice -- uliczki raczej. Wczoraj sam przeszedł na zielonym. Oczywiście lekka palpitacja u mnie, ale przecież to jest cel, by umiał sam poruszać się choćby na krótkim, znanym odcinku. Widzę, że jednak patrzy na boki, czy nic nie jedzie. Schodzi ze ścieżek rowerowych (najczęściej).

Nie daje się trzymać za rękę, co nieraz -- na kilkanaście sekund --  przydawało sie, w tłumie, na ruchliwej ulicy itp. Łagodnie wysywa dłoń i mruczy pod nosem, jakby chciał powiedzieć: Matka, nie rób wstydu, co uważam za bardzo zdrowe zachowanie 16-latka.

Zmniejszyła się autoagresja -- złość, niepewność, niezadowolenie sygnalizował uderzaniem się w głowę. Od wiosny zwiększyły się takie zachowania -- cóż, przeprowadzka, zmiany. Ostatnio prawie tego nie ma. Nasza G. słusznie zauważyła, że w/w trudne emocje sygnalizuje, dotykając ręki opiekuna. Nie szarpiąc. Tak, to fakt. To lepsze niż cios w czoło, gdzie na stałe widnieje fioletowy siniak. Może wreszcie zejdzie?

Dobrze przyjął rytm świetlicy i nowych zajęć. Rytm dnia podobny do szkolnego plus ukochana G..

Znakomicie wszedł z zajęcia z logopedą i nowe ćwiczenia. Nawet się nie spodziewałam, że tak na luzie. On naprawdę lubi ćwiczyć mówienie.

Plany zajęć, plany dnia -- coraz lepiej, coraz bardziej samodzielnie. Coraz więcej ciszy w domu w związku z tym :)))

12:04, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lipca 2011
W parku

Wczoraj przeczytałam u mcappuccino tutaj:

http://mcapuccino.blox.pl/2011/07/Zasady-na-placu.html#ListaKomentarzy

A dziś nam przydarzyła się podobna historia.

Siedzieliśmy w ogródku w jednym z parków, spotykając z naszą O., która wróciła ze świata i zaraz jedzie dalej. Piotr uwielbia takie miejsca i okazje. Czasu przegadaliśmy sporo, mieliśmy się już zbierać, gdy Piotr zaczął niecierpliwić w swój najgorszy sposób -- szarpiąc mnie za ręcę, zagłuszając, powtarzając w kółko te same słowa. Naturalna reakcja (bo wyuczona przez lata!) = ignorowanie wymuszania i konkretny czas na wyciszenie.

A tu jakiś starszy facet: -- Niech pani go uciszy, pani sobie gada, nie zajmuje się dzieckiem. Chciał zadzwonić z komórki, nawet nie siedział blisko nas. Bardzo schludny starszy pan -- styl "kolonia brytyjska", o kulach -- w życiu nie widziałam tak luksusowych. Może zagraniczne.

Zanim zdążyłam załadować broń, młody facet w t-shircie wypalił: Jak panu się, nie podoba, proszę zmienić park.

Coś tam jeszcze dorzucił, starszy się zbulwersował, starsza dama uciszała. Młoda dama uśmiechała się do nas.

A mnie wbiło w ławkę, że ktoś tak po prostu, bezinteresownie, w naszej obronie.

19:59, szczypta_chili
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 lipca 2011
Wakacje

Doszłam do wniosku, że to dorośli myślą, że wakacje to wielka radość, szczęście, przygoda. Naoglądali się filmów i TV, naczytali romansideł, ulegli presji mediów i biur podróży. Wspominają jedne lub drugie wakacje, kiedy zdarzyło im się zaszaleć po ukończeniu 18 lat. I marzą o 2-miesięcznym urlopie.Więc idealizują te miesiące (a potem marudzą, że nie były tak cudowne jak z filmu...)

Dla dzieci wakacje to często zakłócenie harmonogramu. Dla neuro-nie-typowych na pewno.

Ale rodzice tych nietypowych mają jeszcze gorzej -- co zrobić z gościem powyżej lat siedmiu, gdy nie ma przedszkola. Im też przechodzi szybko omam wakacyjnej magii.

W tym roku neuronietypowy Piotr, wymagający stałej opieki drugiej osoby ma dobrze (i pracująca mama też!!!) -- mamy świetlicę, rodzaj "letniej szkoły" w sensie porządkowym.

P. wstaje rano, jak do szkoły, pakuje plecak, w tym -- obiad do odgrzania, są nowi ludzie, ale zajęcia całkiem znajome. Jedzie metrem (ekwiwalent busa -- codziennie ta sama trasa). Jest też ukochana G. -- asystentka.

Niby inaczej, ale w sumie podobnie, więc człowiek się nie gubi i nie boi. Jak idzie spać, wie czego może się spodziewać kolejnego dnia. Więc jest zadowolony.

Atrakcje takie jak smażenie naleśników (czyt. obsługa patelni) czy basen - bezcenne.

Zatem i ja nie martwię się tym, że nie zabieram syna na rafę koralową, ale zostajemy w mieście, gdzie mam obowiązki.

15:27, szczypta_chili
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2