O autorze
Tagi
RSS
czwartek, 15 maja 2014
Ot, tak ze strachu

Dziś wieczorem odpoczywam. Cokolwiek to znaczy. Taki wieczór się trafił, gdy można spokojnie usiąść na kanapie. Pomyśleć. O życiu. Dalszym. "Maleństwo" w tym tygodniu jakieś bardziej pogodne, chwilami wręcz ciche. W takich chwilach, jak był młodszy zaraz, pełna obaw, sprawdzałam czy nie chory. Zwłaszcza wtedy, gdy miałam pracę w pracy, czyli na etacie. Teraz dałam spokój. Za to temat nadopiekuńczości rodziców ON nie daje mi spokoju. Też czasem poprawiam szaliczek i biję się za to łapkach. Jakoś strasznie mi sobie wyobrażać, że dom i rodzice, albo tylko jeden rodzic -- "sławna" matka niepełnosprawnego dziecka ma temu dziecku wystarczyć za cały świat. I tak się o dziecko boi, że go nie odda nikomu np. żadnej organizacji pozarządowej, by tam jakiś terapeuta czy ktoś się nim zajął. Na pewno nie umie. Myślę więc o samodzielności zależnych. Bardzo to już nudne, wiem, no, cóż life is... Koniec szkoły bliski. Nie wiem, ile ja jeszcze pożyję. Widziałam w internecie taką stronę, gdzie można policzyć, ale mi się nie chciało. W internecie jest wszystko i wszyscy na mnie patrzą. Przeczytałam (wreszcie i to jednym tchem!) taką książkę "Internet. Czas się bać", to wiem. 

A koniec transportu do szkoły jeszcze bliższy, ha, ha -- dygresja taka, bo byłam dziś w urzędzie, czyli dzień jak co dzień, jutro muszę wpaść do drugiego, bo dziś potrzebne okienko było nieczynne. Uśmiałam bardzo, uświadamiając sobie, że z dwóch dokumentów o tej samej nazwie jeden został dziś szczęśliwie odebrany, a drugiego wydać nie chcą, bo luka prawna jest. Odebrany papier wydała placówka, która o jego gotowości zawiadomiła mnie SMSem i to wcale nie z automatu, tylko napisanym ręką człowieka! Noż, o mało z łóżka nie spadłam! Bo wiadomość przyszła rankiem. 

Boję się, jak ja się z tym wszystkim wyrobię. Z tym wszystkim wszystkim. Resztę wieczoru spędzę chyba na spisaniu rzeczy do zrobienia, bo znów mi się coś pomieszało i byłam pewna, że dziś, a raczej wczoraj był wtorek. I oto się skończył niewtorek, noc zapadła. Ciemno i straszno. Może obejrzę jakiś straszny film? A może wezmę się za biografię Beksińskich? Straszy mnie z półki czerwonym grzbietem. Wśród rzeczy do spisania są pomysły, dobre pomysły, na przykład na to, by pisać o różnych innych rzeczach niż. Nie wiem, czy umiem odpoczywać. Chyba pierwszy raz od dawna mam poczucie, że dam radę sobie przypomnieć, jak to się robi. O takim fajnym odpoczynku mówię, nie o żadnym wytchnieniowym padzie na twarz, czasem zapłakaną ze strachu co dalej i kiedy to się skończy. Do jutra!(?)   

00:10, szczypta_chili
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 maja 2014
Wpis zapychający

Wpis na zapchanie dziury w niepisaniu.

Skojarzenia mam dziurawe, bo wczoraj wpadłam w kolejną lukę prawną. Od ponad dwóch lat raz za razem wpadam, a raczej wpadamy razem z Piotrkiem w jakieś luki prawne. Gdzie się nie ruszę z jego, a właściwie naszymi sprawami, podstępnie czyha jakaś prawna luka. Zieje, łypie, wciąga na tygodnie, miesiące i trzyma w środku w stanie złości i bezradności jednocześnie. Tu klnę długo i ostro... Jest jednak szansa, że w końcu wygrzebiemy z tych luk. Tym luki prawne różnią się od czarnych dziur kosmicznych, że wciągają tylko czasowo.

Obserwacje dotyczące niepokojących zachowań P. nie były niestety przesadzone. Czekają nas zmiany i naprostowania w terapii. Tu ciężko wzdycham... Choć, jeśli jeszcze ktoś, oprócz mnie, widzi to samo, proponuje konkretne działania i wsparcie, jest to dobra sytuacja, rozwojowa. 

Czas zmian. Czas pytań. Blog odpoczywa. Niech choć on ma trochę wytchnienia. Może też się zmieni. Bo życie pozablogowe pędzi. Więc nie ma czasu pisać. Choć tematów cała masa. Długa kolejka. Ale pisać można nie tylko na blogu. Możliwości są. Różne. Próbujemy. 

15:01, szczypta_chili
Link Komentarze (4) »