O autorze
Tagi
RSS
poniedziałek, 30 maja 2011
Pan Nauczyciel

Dostałam wiadomość z fejsa, wyszperano nas w necie:

"aż mam łzy w oczach ,że udało mi się go zobaczyć, oczywiście z radości i reflekcji bo Jego Osoba ukształtowała mój kawałek osobowości i Ogrom wrażliwości a także Piotr umocnił we mnie tolerancję na "innych" . Dziękuję
Proszę Mu powiedzieć, że dziękuję"

Na początku nie mogłam sobie przypomnieć kim jesteś -- przepraszam, tyle osób przewinęło się przez nasze życie. Tyle lat minęło.

To ja mam łzy w oczach, moja droga.

To ja DZIĘKUJĘ.

Wspaniale dostawać takie wiadomości!!!

 

Wiesz, uświadamiam sobie, że dostaję je wcale nie tak rzadko...

Piotr biega, skacze, mruczy i buczy, wymachuje rękami, dręczy w kółko powtarzanymi słowami, a tu -- proszę -- jednocześnie kształtuje ludzką wrażliwość.

Uff, dzięki Tobie łatwiej mi znosić jego codzienne wybryki, czasem nie do wytrzymania. Bo to jest jednak KTOŚ.

11:53, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
Pozbierane

Tempo zastraszające.Wypadam z obiegu. A raczej wyskakuję co i rusz z szalonego koła. Chociaż na chwilę. Obejrzeć film, pójść na spacer, upiec orientalnego kurczaka z imbirem, kurkumą, pomidorami, miodem (wołowinę z ryżem, gruszką, białą pietruszką przypaliłam nieco, bo oglądałam film...) Trudno. Bunt. Nie jestem ani chomik na drabince z chomiczej klatki ani tańczący derwisz.  Jakże miło to stwierdzić.

Pan terapeuta to umie pocieszyć, nawet niechcący. Choć widzę, że stara mi się uświadomić, że łatwo nie będzie, że to potrwa, że malutkie kroczki, że wkrótce moje zaangażowanie znacznie wzrośnie. Ja to już wszystko wiem i pojmuję, jak ta machina działa.  Ja wiem, że łatwo nie ma i nie będzie, ale ja się tak bardzo cieszę, że nie jestem sama, że są plany na wakacje i od września. Nowa osoba, rower, rozwijamy plany dnia  -- Piotr wchodzi w nie, jak w masło. Ja nie nadążam robić. Przyznaję -- nie nadążam, co ma niemiłe skutki w jego zachowaniu. I wliczamy kwestię przeprowadzki. No, jest regresik, owszem, widać to. Autoagresja podskoczyła, natrętne, absorbujące poszukiwanie poczucie bezpieczeństwa.

 

11:50, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 maja 2011
Autyzm znów na smutno?!

Synapsis ogłosił wyniki konkursu filmowo-fotograficznego „Autyzm wprowadza zmysły w błąd”!

Info tutaj:

http://synapsis.waw.pl/index.php/news/365-znamy-ju-zwycizcow-konkursu-filmowo-fotograficznego-autyzm-wprowadza-zmysy-w-bd

 

Tu zdjęcia:

http://www.facebook.com/fundacja.synapsis#!/media/set/?set=a.10150243886656228.370119.258139941227

To z zafoliowanym misiem -- mocne!

Dziewczynka schowana pod ścianką wspinaczkową przypomina Piotrka w wieku 4-6 lat, jedno z jego zachowań (niedawno odgrzebałam jakieś stare filmiki, nie do wiary, ile się zmieniło)

 

Tu film:

http://www.facebook.com/fundacja.synapsis#!/video/video.php?v=217484398279934

 

Tylko czemu, ach czemu znów to takie smuuuutne wszystko, szare, łzawe, poważne...

Autyzm wiąże się z ogromnym poczuciem lęku. Rzeczywistość jest wrogiem nie do oswojenia, nie do "rozkumania".

Trzeba się jej uczyć wciąż i wciąż na nowo, oswajać kolejne odcinki -- oddawać do użytku po kawałeczku jak polskie autostrady, a potem łatać dziury -- bo nie da się wyuczyć czegoś raz na zawsze, trzeba powtarzać, wracać do tematu.

Autyk ucieka od rzeczywitości, której nie rozumie, która mu zagraża (tak ją odbiera), "chowa się" w swoim świecie -- w szafie, pod stołem, ale równie dobrze skacząc jak oszalały lub wirując wokół własnej osi.

Mnie autyzm w żaden sposób nie kojarzy się ze smutkiem. Raczej z dynamiką, ruchem, walką, złością, zmaganiem, zmęczeniem...I te dźwięki: męczące, nieznośne, czasem niesamowite. Huśtawka rozhuśtana na maksa, rozkręcony bączek,  w którym wszystkie barwy zlewają się w jedną.

Statycznym obrazkom black&white mówię nie!

Autyzm idzie dalej. 

11:46, szczypta_chili
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 maja 2011
Odnotuję, że...

...doświadczyłam dziś dyskryminacji.

Takiej wprost.

Ale jaja! 

Ukrytej doświadczam od lat i piszę tu o niej całkiem obszernie.

Ale, żeby tak wprost (nie) po nazwisku przez osobę na stanowisku?!

Wolne dali dzisiaj, chyba z litości... (nie w pracy dyskryminacja, nie w tej, nie, uff, nie) Zajmę się sprawą po drodze z innymi. Dla zasady.

Noooo, jeszcze tego mi brakowało, to mam. Jestem już w takiej głupawce życiowej, że aż pękam ze śmiechu. Dziękuję Monty Pythonie za to, że jesteś.

Piotrek puszczał wczoraj Always look on the bright side of life. Ot, tak wybrał z kolekcji płyt i zaaplikował. Może i nie mówi zdaniami, ale ma zmysł szósty i siódmy i dziesiąty. Jest niesamowity.

http://www.youtube.com/watch?v=jHPOzQzk9Qo

 

A przy okazji taki brief znalazłam:

http://tematy.blox.pl/Blox/szukaj/autystyczne





10:09, szczypta_chili
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 maja 2011
Raport mniejszości

Zdaję sobie sprawę, że wpisy na blogu stają coraz bardziej dramatyczne. Takie, że nie wiadomo co powiedzieć. W okolicah Wielkanocy myślałam, że blog zamrze, bo albo wyć albo już nic nie mówić. Wybrałam wycie.

Brak zapłaty za mieszkanie kompletnie wytrącił mnie z równowagi. Gdyby transakcja odbyła się terminowo, z rąk do rąk, nie miałabym pewnie czasu myśleć, co się właściwie stało. A teraz mam i nie śpię. (P. zasnął niedawno - autyzm, zmiany, hormony -- mieszanka wybuchowa)

Czas mija, ja też jestem dłużnikiem. Na samą myśl, że będą znów jakieś udry, sądy słabo mi. Słabiej, jak dociera, że w tej nierównej walce straciłam cały mój majątek -- mieszkanie. Nowe, już nie własne (nie mam szans), choć kosztowne -- oddaję wszystko co mam i jeszcze trochę. Mogłam zaryzykować, lub dalej zadłużać. Zaryzykowałam.

Rok bez dochodów (kilkaset zł na m-c): utrata pracy, w durnej firmie, która dobrze płaciła, ale pracować praktycznie się nie dawało pod takimi rządami, padła, kryzys ją zmiótł.

Rok bez dochodów:utrata własnościowego mieszkania, plus za pozbycie się kredytu i finalnie zmniejszenie kosztów utrzymania.

Rok bez dochodów: ustawienie na nowo terapii Piotra, zapewnienie mu wszystkiego, czego potrzebował (hmm, kosztem mieszkania...), ogromna praca, sukces. Bezcenne!

Rok bez dochodów: pozew o obniżenie alimentów, durna szarpanina w sądzie, jest jak było, tyle, że umęczyło do granic i dotarło, z jakimi ludźmi mam do czynienia; tak im ciężko, mam zapracować na ich mieszkania (dwa), etaty, kariery, dzieci, opiekunki, urlopy, a nawet, uwaga! -- przyszłe nagrobki.

Za dnia się dzieje, nocami dopada mnie lęk, że już się nie pozbieram. Będę jedynie jakoś żyć. Ile można walczyć?

Mam poczucie, że w kraju nad Wisłą osoba z problemami podobnymi do moich, po prostu nie może wikłać się w żadne sprawy, które mają związek z jakimikolwiek przepisami (od zusów po sądy, przez zasiłki, akty notarialne, umowy o cokolwiek). Trzy kurki, koza, grządka, chałupka na odludziu, żeby psami nie poszczuli. I gruby kij pod kufajką.

Człowiek słyszy, że zagranicą nieodległą istnieje sobie menadżer rodziny, gdzie autyzm. Nie terapeuta, nie asystent, ale gość od organizacji spraw życiowych różnych. S-F. Raport mniejszości jakże piękny.

Boże, jak ja nie lubię narzekań, ale ileż można walczyć??? Może wykopię sobie zawczasu jakąś jamkę niedużą, będę o nią dbać. A jak przyjdzie czas wskoczę cichutko. Po co mi nagrobek? (ubezpiecznie, emerytura, w ogóle dach nad głową)

No, nie!

Tak nie można myśleć, proszę pani na zakręcie. Dość już tej degrengolady. A tymczasem, dobranoc.

03:38, szczypta_chili
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2