O autorze
Tagi
RSS
poniedziałek, 22 lutego 2010
1% dla Piotra

 

Wspaniały, autystyczny Piotr, który ma szansę na lepsze życie  i jego dzielna mama, która wiele dla niego zrobiła  proszą o wpłaty na konto w fundacji "Zdążyć z pomocą"     

http://autystyczni.blox.pl/2010/01/1-podatku.html

http://dzieciom.pl/6771

10:49, szczypta_chili
Link Dodaj komentarz »
Zawieszenie

Wszystko się rozłazi, rozmydla, rozpływa. Czuję obrzydzenie i znużenie, jak na to patrzę. Nie dzieje się nic. Pewnie za dużo chcę -- lubię zmiany, lubię rzeczy mocne i wyraziste, lubię,  gdy wszystko płynie. A teraz stoi niczym zamulona woda w stawie i śmierdzi, męczy, dusi. Od miesięcy nie potrafię tego przełamać. 

Nie mam zamiaru popadać w poczucie winy, ale nie umiem też pisać tak jak bym chciała. Gdzieś mi się zatraciła energia, dystans, poczucie humoru. Zamknęłam blog anonimowy, bo wyczerpała się jego formuła. Miałam potrzebę stworzenia miejsca w internecie, gdzie mogłaby się gromadzić wiedza na temat życia z autyzmem, poprzez opisywanie zachowań Piotra, zmagań z "zewnętrzną materią", informacje, dyskusje. Zależało mi, by mówić jawnie o takiej sytuacji, jak nasza, wierząc, że to jedna z kropel, co drąży skałę (np. prawodawstwa w państwie PL)  

 Jednak czuję się tak wypalona, że nie jestem w stanie dalej pisać. Rok 2009 był koszmarem, który zrujnował to, co budowałam. Mijają miesiące, a nie ma nawet dobrego projektu nowego domu. Nic nie odbierze mi świadomości, którą zyskałam po tych doświadczeniach, ale osiedlanie się na wypalonej ziemi musi potrwać. Niczego nie przyspieszę.

Piotr potrzebuje coraz więcej stymulacji, a ja nie mam siły, by mu ją zapewnić. To trudne uczucie. Widzę, gdzie pojawił się regres i wiem dlaczego. Doby nie starcza, by pogodzić nowe wskazania ze szkołą. Zaczynam z lękiem myśleć o przyszłości, choć logicznie niczemu to nie służy. Wieczorami młody zapętla się przy komputerze. Nowa, cenna umiejętność samodzielnej pracy z kompem, jak to u austysty, przekształca się w kolejną stereotypię, z której trzeba go  za uszy wyciągać.

Nie umiem żyć bez pracy. To mnie wykańcza. Niedawno byłam na spotkaniu w wydawnictwie. Znów na chwilę poczułam ten wir, ruch, spory, jaki dać tytuł i czy z budżetu da się wycisnąć sesję na 4 strony. Do dziś jestem chora. I wściekła!!!

 Jak pracować, gdy...  ferie, wizyty lekarskie, turnusy (teraz konieczne, bo praca na codzień staje się niewystarczająca). Czy co roku w czerwcu mam zwalniać się z pracy, by po wakacjach znów jej szukać? Mam 40 lat, moje referencje brzmią: "to ta z tym dzieckiem", a teraz jeszcze art. 52 na świadectwie pracy, bo pani, co nie radziła sobie z prowadzeniem własnej firmy miała kaprys.

Duszę się w domu, ale nie potrafię z niego wyjść, także w dosłownym znaczeniu. Nie mogę się za nic zabrać, odwlekam sprawy. To normalne, kiedy przez lata żyło się życiem zaplanowanym co do kwadransa, ale nie może trwać wiecznie. W pierwszej kolejności postanowiłam zadbać o swoje zdrowie -- są powody do niepokoju i wiem, że bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Podjęłam decyzję.

Podjęłam też kilka innych.

Mój wpis brzmi gorzko, ale nie tracę wiary. Nie umiem. Potrzebuję tylko czasu i pomocy. Zdecydowanie bez pomocy się nie obejdzie.

Nie umiem trwać w tej wpisowej stagnacji, więc od 1 marca  postanowiłam zawiesić blog na jakiś czas.  

 

Pewnie będę pisać w ukryciu.

I będę nadal drążyć skały :)))   

 

 

10:46, szczypta_chili
Link Komentarze (6) »
wtorek, 09 lutego 2010
Wpis okolicznościowy wielotematyczny

Wyjeżdżamy z Piotrkiem na kilka dni. Może zacznie spać w nocy, jak przepędzę łobuza po parkach, lesie, ulubionych uliczkach. Będziemy też jeść babkę ziemniaczaną oraz pączki.

Na Tłusty Czwartek polecam wam moje przepisy:

http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/1,87978,7491330,Na_ostatki.html

Może ktoś się skusi i zawalczy w kuchni. Więcej tłustych przepisów w lutowym miesięczniku Kuchnia.

Chciałabym też zwierzyć się, że robienie biżuterii to dla mnie frajda i samorealizacja. Poniżej: arktyczna koronka, magiczna śliwka, natchnienie, gothika.  

 

Są na sprzedaż, bo jak już się samozrealizuję plastycznie, nie potrzebuję ich, tylko pieniędzy. Wysłałam fotki do sklepów internetowych, czekam. Sprzedaż bezpośrednia jest dla mnie męką, nie mam czasu, dobrzy ludzie pomagają. Mam blogostronkę: http://galerianonszalancja.blox.pl/html  Ale wymaga uzupełnienia i jak widać powyżej pracuję nad zdjęciami :) Wykorzystałam już wszystkie nienoszone świecidełka i niemało nowych. Trzeba to sprzedać. Może ktoś pisząc na: szczypta_chili@gazeta.pl coś mi doradzi.    

 A na deser efekty artystycznej samorealizacji Piotra P. Przepiękne moim zdaniem. Ptak jest dzisiejszy :)

I przypomnienie o 1% dla Piotra:

 http://autystyczni.blox.pl/2010/01/1-podatku.html

http://dzieciom.pl/6771

 

02:29, szczypta_chili
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
Hebata

Siedzi i kończy układać duże, trójwymiarowe puzzle. Zaczął dziś z Anią z kręconymi włosami. Po raz pierwszy dopuścił drugą osobę. Bo puzzle zwykle układał sam. I zwykle wg stałego  schematu. Ania włożyła sporo pracy w to, by zaczynał od innej strony, próbował inaczej. Dziś dostała nagrodę :)

Piotr mówi coraz więcej słów (z sensem!), a jednym z nich jest hebata. 

Sprawa hebaty wypłynęła podczas turnusu. Zaglądaliśmy do hotelowego barku, gdzie Piotrek mógł liczyć tylko na herbatę... Dostawał elegancki czajniczek z wrzątkiem, sam wybierał gatunek, decydował czy chce z cytryną czy bez, zaparzał, nalewał do filiżanki. Polubił ten obyczaj i domagał się go, mówiąc najpierw: kaha, kaha (długo usiłował jednym słowem określić wszystkie gorące napoje).

Ale zaraz się poprawiał: bata, bata. Nie skutkowało, więc zaczął: ba-ta (bo bardzo pilnujemy, by nie powtarzał słów i uczy się mówić sylabami, więc czasem mówi tak, bo mu się wgrało).

Doszedł do: he-ba-ta. I wreszcie: hebata.

Hebata, posze. Dziekuje.

Dziekuje idzie już gładko.

Pije dużo herbat: ziołowe, owocowe, zielone, czerwone. Chwila nieuwagi i wyżłopał my strong earl grey. Stąd notka. Zaparzyłam sobie kolejną, bo jeszcze trochę posiedzę przy kompie.  A on nie śpi po tej hebacie.

00:00, szczypta_chili
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 lutego 2010
Och, jakże jestem nieprzytomna...

Nigdzie nie poszłam. Okazało się, że brak mi pewnego ważnego dokumentu, którego otrzymanie zajmie conajmniej jeden dzień stania w kolejce w kolejnym urzędzie. Dokumentów ze wspólnoty mieszkaniowej nie mogłam znaleźć w domu, bo przedwczoraj sąsiadka zwróciła mi je ze wszystkimi ważnymi pieczęciami.

Taka jakaś jestem nieprzytomna... 

Synek już w domu. Tata znów sam sobie wyznaczył i zatwierdził czas kontaktu, według własnych kryteriów (nie wyroku i juliańskiego kalendarza) wyliczył, kiedy go zabrać i ile syn mógł zostać. Wciąż słucham rad: nie wpuszczaj, nie reaguj! Ale nie chcę, nie umiem zostawić Piotra pod drzwiami, podobnie jak nie biorę go za rękę, by zaprowadzić tam, gdzie powinien być. Może kiedyś tak zrobię... (???) "Wyznaczanie" terminów ewidentnie rozpieprza mi życie, ale ostatnio zaczyna także bawić. Stało się elementem tragifarsy, coraz bardziej przewidywalnej. Więc, póki co -- znoszę. W końcu to dzieciak, nie wazon, który można wypożyczyć na przyjęcie, a potem oddać. Wprawdzie ja sama jestem traktowana jak zawsze czynna wypożyczalnia, ale... ale....  :))   

Piotr ćwiczy mówienie. Zapłacę za tą pracę Ani z kręconymi włosami. Do wtorku mam zredagować książkę. Zlecenie spadło w piątek, przyjęłam, bo nie spodziewałam się Piotra w weekend. Jakaż ja jestem nieprzytomna! Znów zapomniałam, kto rządzi w moim życiu. Niemądra dziewczynka, ale za to posłuszna... Chwilami.  

A Piotrek ma się dobrze, wkrótce -- podsumowanie kolejnych, małych sukcesów.   

16:05, szczypta_chili
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2