Blog > Komentarze do wpisu
Smutny listopad

Listopadowe nastroje, wrzody na dwunastnicy roku oraz okropne poniedziałki uważałam dotąd raczej za wytartą za metaforę niż regułę. Ale nie w tym roku! Co za koszmarny miesiąc! Co za poniedziałki! Całe listopadowe tygodnie są koszmarnymi poniedziałkami.
Sztuka przetrwania i rezygnacji jest jednak określeniem w sam raz pasującym do mojej egzystencji (nie powiem dziś – życia, dziś nie). Dopadł mnie egzystencjalny smutek. Najprawdziwszy. Zastrzegam, że nie jest to żadna depresja. To SMUTEK. Emocjonalny ćmiący ból. Stan przykry, przewlekły, połączony z zatrzymaniem, bezradnością, niemocą.

Przemija ten listopad, i już się zaraz kończy, a niezałatwione (znów? wciąż?) sprawy przypominają stertę zeschłych liści. Milion drobnych spraw. Jakiś mail, jakiś telefon, coś obejrzeć, do czegoś zajrzeć, wypełnić jakiś papier, gdzieś wysłać. Pamiętać. Sterta zeschłych liści, która zawsze jest za wysoka. Moja codzienność.

Tyle w tym listopadzie nie zostało zrobione, tyle w całym życiu. Plany, zamiary. Propozycje, szanse. Sterta liści... Niektóre gniją.

Dziś poruszyła mnie, zmotywowała do tego wpisu wypowiedź młodego człowieka z zespołem Aspergera, który wyznał, że potrzebuje wsparcia i, że teraz istnieje ono tylko teoretycznie. Wyznał, że boi się o swoją przyszłość, pracę (teraz studiuje), że bez wsparcia wszystko może runąć w jednej chwili. Zdumiała mnie reakcja innych, też ludzi ze spektrum i okolic (taki oto ten nasz świat mały), radzących, by wziął się za siebie, wypominająca mu postawę roszczeniową, to, że państwo płaci za jego studia, itp. I żeby wziął się za siebie, nie oczekiwał. Czyżby?

Drogi X, jak wiesz, zgadzam się z Tobą! Ja też skończyłam państwową edukację, z magisterskim dyplomem włącznie. Nawet pracowałam kiedyś na uczelni. I od lat zachodzę w głowę, jak to możliwe, że niemal całe dorosłe życie walczę o możliwość pracowania, płacenia podatków, gdy państwo tak hojnie we mnie inwestowało. Wykorzystać w pełni swoich umiejętności nie miałam szans. Chodzi oczywiście o syna, o tę naszą symbiozę. Nie było i nadal praktycznie nie ma było ogólnie dostępnych, odpowiednich dla niego placówek, terapii. Załatwienie mu zajęć umiejscawia się między cudem a nieludzką harówką. W niego też państwo od lat ładuje subwencję oświatową – ponad 4 tys. na miesiąc, a po zakończeniu szkoły praktycznie nic nie zapewnia. Ewentualnie regres. I jeśli nie będę mogła pracować, w tym także dorabiać do ewentualnego świadczenia to kto wie, może spadniemy jeszcze o kilka stopni niżej. Albo na dnie. Takie właśnie myśli ściele mi listopad. Sypie nimi, uderza w twarz jak ostrym, chłodnym deszczem. A jeszcze chwilę temu myślałam, że wszystko się układa.

No, ale nie teraz, gdy leżę przysypana stertą. Teraz myślę, że to wszystko powinno już być dawno zrobione i profity powinny być z tego świeże, pachnące, zielone. A nie suche czy gnijące. I wieczne!


Drogi X, masz rację! Jest ogromna różnica między roszczeniowością, wygórowanymi oczekiwaniami a domaganiem się podstawowych praw.

U nas jest jakieś durne myślenie, że pomaga się tylko najbiedniejszym, „najchorszym” itp., i to też byle jak. Wspierać trzeba też tych, którym wystarczy troszkę pomóc, a dadzą radę. Zamiast czekać, czy ewentualnie, walcząc o podstawowe sprawy zwalą się na dno i wtedy „zasłużą” na jakieś głodowe zasiłki itp. Niedawno zderzyłam się z grupą opiekunów, którzy praktycznie nie odchodzą od łóżek, wózków swoich podopiecznych. Przeżyłam mały szok. Dlatego, że ich zdaniem tacy jak ja powinni chyba połamać dzieciom kręgosłupy albo urwać nogi, by „zasłużyć” na pomoc państwa, my nie rozumiemy, co to niepełnosprawność… (P. ma znaczny stopień od 16 r.ż). Drugi biegun to z kolei ludzie uważający każdy przejaw domagania się swoich praw za roszczeniowość.

Ja też nie siedzę i nie czekam, staram się robić tyle, ile mogę, i może osiągam więcej niż przeciętny człowiek w mojej sytuacji. Ale idą za tym takie koszty, oczywiście także niematerialne, że za chwilę mogę już nie dać rady. Rozumiem więc Twoje obawy, X – gdy wciąż i wciąż tak strasznie trzeba się starać o zwykłe rzeczy, zdaje się, że wystarczy mały podmuch, a kiedyś padniemy na dobre, nie tylko na chwilę. I te liście nie dadzą się rozwiać, ale zasypią wszelki po nas ślad. Lęk jest. Taki listopadowy.

Ja już nie jestem na siebie zła, że za mało się staram, że mogłabym się ogarnąć, liście przegarnąć. Mogę, ile mogę. Kropka. Jest mi po prostu smutno. Ja już wiem, że mam w domu co najmniej jedno okno z widokiem na listopad. Trudno. Smutno. 

W temacie: 

książce Wsparcie młodzieży i dorosłych z zaburzeniami ze spektrum autyzmu powołują się na mój tekst Gdzie w autyzmie jestem ja, rodzic? Recenzja na blogu Zespół Aspergera. dzięki ;)

w temacie podrzucania nam suchych i zgniłych liści, zamiast jednej zielonej gałązki na pewno jest ten tekst  

o wspieraniu rodziców dzieci z autyzmem -- może kolejnych pokoleń już tak nie zasypie, oby!  tutaj 

i jeszcze coś o terapii, która -- jeśli nie jest planowana na stałe i ku czemuś -- nie przynosi dobrych skutków, a czasem, z czasem kurczy się jak suchy liść

poniedziałek, 27 listopada 2017, szczypta_chili

Polecane wpisy

  • Z kroniki codzienności. O życiu.

    Już dawno dopadło mnie coś, co przydarza się chyba wszystkim blogującym rodzicom. W pewnym momencie ma się obawy, co właściwie pisać, jak pisać o własnym dzieck

  • Protest song

    O d środy, 18 kwietnia w sejmie trwa kolejny protest rodziców osób niepełnosprawnych (RON). Poprzedni zakończył się podwyższeniem świadczenia pielęgnacyjnego.

  • „Tylko w mojej głowie” (Pozdrawiając każdą panią Lovelace...)

    Dałam się wciągnąć od pierwszego rozdziału, od pierwszej strony w świat słów i myśli bohaterki powieści. Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł – z amkniętych

Komentarze
2017/12/11 09:24:16
Bardzo dobry wpis, też staram się robić najwięcej mogę żeby osiągnąć sporo i wyróżnić się wśród wszystkich a listopad jaki grudzień są dla mnie smutnymi miesiącami i to bardzo.
-
2018/01/11 12:24:20
Listopad to był mętny miesiąc. Każdemu chyba humor psuje taka marna pogoda i nastrój za oknem. Przyjdzie wiosna, zakwitnie wszystko to i humor się poprawi ;) Sama zobaczysz. Pozdrawiam cieplutko ;)
-
2018/01/15 09:41:37
Wiem o czym piszesz, teraz styczeń i też by się chciało założyć soczewki kolorowe na oczy by ta szarość zniknęła..
-
2018/01/22 11:54:37
Głowa do góry, ten okres zawsze jest taki jakiś smutny, dla mnie też...No ale już tak bywa, zawsze wychodzi słońce po złym okresie!:)
___________
Ortic
-
2018/03/07 12:50:22
Właśnie też u nas ten listopad był bardzo słaby i smutny te takie dni deszczowe tylko przygnębiają.
-
2018/03/12 09:47:14
Najważniejsze to się nie poddawać i szukać sensu życia, który da nam największą siłę by trwać dalej ;) Pozdrawiam i życzę wszystkiego co dobre. Bardzo poruszający blog.
FajneSzkła
-
2018/03/14 13:00:31
W takich wypadkach to mi zawsze Psycholog pomaga ja nie mogę przeżyć takich wieczorów i smutku i ratuje się u psychologa.
-
2018/03/16 11:00:03
Zdrowa Psychika to podstawa teraz ja cały czas walczę ze sobą podczas zimy, zawsze tak samo trochę od października listopada sie męczyć trzeba.
-
2018/10/18 15:32:47
Niedługo kolejny listopad i kolejne ponure dni które są przed nami. Też nie lubię tego klimatu zimno ciemno i smutno w domu samemu siedzieć odciętym od znajomych.