Blog > Komentarze do wpisu
„Tylko w mojej głowie” (Pozdrawiając każdą panią Lovelace...)

Dałam się wciągnąć od pierwszego rozdziału, od pierwszej strony w świat słów i myśli bohaterki powieści. Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł – zamkniętych w jej głowie. Albowiem Melody Brooks nigdy żadnego słowa nie wypowiedziała głośno. Ma porażenie mózgowe, jeździ na wózku. W codziennych czynnościach jest obsługiwana przez inne osoby. Tylko jej kciuki działają bez zarzutu.

Nie potrafię mówić. Nie potrafię chodzić. Nie potrafię sama jeść ani pójść do łazienki. Beznadziejna sprawa.

Melody ma 11 lat. Nazywa siebie zepsutym dzieckiem. Jednak jej myśli – dziewczynka jest tu narratorem – zapisane prostym, ale bardzo starannym językiem prowadzą ku całkiem innym wnioskom. Zepsute jest raczej otoczenie, które nie odczytuje sygnałów, źle ocenia intencje. W ogóle osobę niemówiącą, na wózku ocenia zbyt łatwo i niestarannie. Źle ją ocenia... Poprzez cieknącą ślinę, ubrania zalane sosem, o co nietrudno, gdy jest się karmionym, problemy z korzystaniem z toalety. Poprzez powykrzywianą sylwetkę, niezborne piski i krzyki, jakie z siebie wydaje. Nie szukając tego, co w jest w jej głowie...

Niesamowity jest rozdział, opisujący klasę pełną niepełnosprawnych dzieci. Każde z nich ma jakieś swoje „coś”, swoje „zepsucie.” Od razu przypomniała mi się książka Duże sprawy w małych głowach” Agnieszki Kossowskiej, ten rozdział jest jak ta książka w pomniejszeniu, w małej pigułce, do szybkiego łyknięcia. Działa natychmiast! Naprawdę można się wkurzyć na takie traktowanie ludzi! Nauczycielka, tuż przed Bożym Narodzeniem wyciąga z pudła pożółkłego styropianowego bałwana Sydneya, by dzieci mogły go – jak co roku – udekorować. I, jak co roku, każde z nich próbuje na swój sposób wyrazić, jak bardzo nie znosi tej idiotycznej ceremonii. Ale pani tego nie zauważa, nie słucha… Tylko Melody rozumie rówieśników, ale patrząc na nich wie, że sama jest jednak inna. Nie jest „niedorozwinięta.”

To trochę tak, jakbym żyła w klatce bez drzwi i bez klucza. I nie mam żadnej możliwości, aby powiedzieć komuś, jak można mnie stamtąd wydostać.

O jednej z nauczycielek Melody mówi: Myślę, że sądziła, że łatwo pracuje się z ludźmi, którzy są od niej głupsi. Piękne prawda? I przypomniał mi się ten wpis

Z czasem dziewczynka trafia do klasy integracyjnej, dostaje odpowiednie narzędzie do komunikowania się (pamiętacie, że z jej kciukami wszystko w porządku?). Okazuje się, że ma świetną pamięć, osiąga coraz lepsze wyniki w nauce. To jednak nie rozwiązuje problemu inności. Szkolna integracja jest kruchym zjawiskiem. Ludziom niełatwo uwierzyć, że osoba na wózku jest w czymś dobra. Najlepsza. Melody ma wsparcie w rodzinie – ach, ta ostra mamuśka, gotową walczyć o córkę z każdym, kto jej nie docenia. Ale nawet bliscy nie do końca ją rozumieją. Już szybciej ukochane zwierzaki – suczka Toffi i rybka Ollie. Z rybką wiąże się ciekawa, egzystencjalna historia, ale to już sami sobie znajdźcie w książce.

Narracja niesie czytelnika płynnie i równo. Ja jednak wciąż robiłam przerwy, by zapisać, podkreślić, próbować zapamiętać jakieś zdanie. Przeważnie banalnie proste w konstrukcji, złożone z niewyszukanych słów, ale trafiające w sedno. Jak te cytowane wyżej.

Według mnie jest to przede wszystkim książka o komunikacji.

Ile razy – my mówiący – czuliśmy się nierozumiani? Ile razy, wyjaśniając coś dziesiątkami wypowiedzianych głośno zdań, i tak czuliśmy, że trafiamy na mur, że nikt nas nie słucha, nie rozumie? Co więc musi czuć osoba, która swoje zdania ma tylko w głowie? Myślę o moim synu. Tysiące razy próbowałam zrozumieć, co siedzi w jego głowie – tak wiele potrafi zrozumieć, a tak niewiele powiedzieć. Nie dostał w porę odpowiednich narzędzi, kompetencje komunikacyjne wciąż w budowie. To jest najtrudniejsza rzecz w naszym życiu. Złość, agresja u osób z niepełnosprawnością, w tym oczywiście tych z autyzmem, wynika często właśnie z braku możliwości komunikowania się, z frustracji, że nie umieją przekazać, co czują, myślą, choć może nigdy nie zaczną mówić. Jest to więc książka o tym, jak ważna jest komunikacja alternatywna (ale i niedoskonała, jak każda inna). Mam nadzieję, że Piotr będzie chciał posłuchać historii Melody :

Nie daj się nabrać na te wszystkie poruszające słowa, jakich pełne są książki o niepełnosprawnych dzieciachmówi jedna z postaci. Na początku wciąż łapałam się na tym, że nie dowierzam, że narratorką jest 11-latka, że opinie są zbyt poważne, jak na takie dziecko. Dzieci z niepełnosprawnościami (jak i wszystkie) trzeba zobaczyć takimi, jakimi są naprawdę, nie wymyślonymi przez nas. Można polubić Melody za jej trudny charakter, za bunt, za determinację, za całą skomplikowaną osobowość, ukrytą w ciele, które niemal nie może się ruszać. Ode mnie szczególny bonus za to, że nie cierpi słodkich obrazków i gdzieś tam informuje nas, że zaraz zwymiotuje na aniołka :)

Książka, adresowana jest do dzieci i młodzieży, ale dobra literatura jest przecież dla każdego.

 

Sharon M. Draper Tylko  w mojej głowie

Wydawnictwo Linia seria Biała Plama, 2016

Informacja od wydawcy i szansa na zakup TUTAJ

 

PS

Moje ulubione zdanie z tej książki brzmi: Czułam jednak, że pani Lovelace jest kimś, kto zada sobie trud, aby mnie zrozumieć.

Od dzieciństwa czuję, że mam spore problemy w relacjach, choć pozornie wcale na to nie wygląda. Kolekcjonuję osoby, które słuchają, pamiętają, z którymi mogę się porozumieć. Niczym trofea. Zawsze z zachwytem. Od dziś będę Was nazywać paniami Lovelace. Tylko w mojej głowie. Nie będziecie o tym wiedzieć. Ani o tym, że dla Was ja jestem panią Lovelace, która zadaje sobie ów wspomniany trud. 

poniedziałek, 06 listopada 2017, szczypta_chili

Polecane wpisy

  • CZAS

    Za czął się ostatni dzień listopada. Dorzucam liść jeszcze jeden (suchy? zgniły?) do refleksji listopadowych wpis niżej. Cóż, zamiast smędzić lakonicznie można

  • Smutny listopad

    L istopad owe nastroje, wrzody na d wunastnicy roku oraz okropne poniedziałki uważałam dotąd raczej za wytartą za metaforę niż regułę. Ale nie w tym roku! Co za

  • Dziwny Księżyc

    "Każdy rodzic powinien mieć możliwość wejścia do takiego pokoju gdzie można sobie pokrzyczeć.... Matka by skorzystała.... bo oddychanie do torebki nie pomaga...