Blog > Komentarze do wpisu
Matka japonka

Dziś tylko mała dygresja.

Emocja.

Zwierzenie.

Trochę na zamówienie. Kogoś tam kogoś, co podziela mój ból. Ktosiów iluś. Kropla życia na blog, gdy znów na większe tematy brak czasu, sił, bo życie teraz gdzie indziej, i zrobiło się jakby fajniejsze.


Mam matek powyżej uszu.

Jak ktoś chce mnie zaliczyć do matek niepełnosprawnych dzieci – niech się dobrze zastanowi, co ma na myśli. Jestem matką niepełnosprawnego dziecka. Mego dziecka, bo syn jest pełnoletni. Matką, bo płci jestem żeńskiej, i nie mam problemów z płciową tożsamością.

Ale jak słyszę to sformułowanie…

...to widzę cierniową koronę i wielkie, wielkie „matkowe” ego.

Jak Bóg (bóg) wybiera matki niepełnosprawnych dzieci, wiecie na pewno. Tak, to jest to bajdurzenie o Lustrze. Jedna matka mówi, że jej plomby wypadają, jak to czyta kolejny raz. Chyba wczoraj znów widziałam -- tabun matek szalał z wściekłości, gdy drugi oddział łkał rzewnie, że to czysta prawda.

Matki podzielone. Na „matki całkowite” i te takie, nie do końca matczyne, co jeszcze chciałyby coś ugrać na boku, jakieś inne role zagrać w życiu. Może nawet uwalić się w pubie raz na rok?

Mnie zawsze uderza, że w tej opowieści, dziecko staje się jakimś zrzutem z nieba, potrzebnym do uświęcenia matki. No, błagam, żeby to mój syn usłyszał? Guffniasz tak dobrze daje sobie radę może także dlatego, że nie uwiesiłam się na nim, ani jego na sobie nie wieszam. To przede wszystkim chore dziecko, ON potrzebuje wsparcia! Gdyby dostało potrzebną rehabilitację plus pomoc dla rodziny, temat cierpiących w chwale matek byłby zamieciony. O tej elementarnej logice rzadko się wspomina wprost. Ale nie ma wsparcia!!! Są matki.

Tak, raz do roku chciałabym się uwalić w pubie. Zdradzę tajemnicę – robię to zwykle 2 kwietnia, w Światowy Dzień Autyzmu… Inna znajoma mówi czasem: „ja, matka niepełnosprawnego aniołka” i wyjemy wtedy ze śmiechu, wiadomo jakie są „aniołki” z autyzmem.

Kto jeszcze jest nieważny w tym macierzyńskim pędzie?

W grupach dla rodziców gada się tak, jakby ojcowie w ogóle nie istnieli. I nic dziwnego, że oni się w takich grupach czują źle, jak tam ciągle grają piosenkę – "Cześć mamuśki". To przyzwolenie na nieistnienie ojców. Skąd potem zdziwienie i żale, że uciekają? Skąd te alimentacyjne wściekłości? Prawo prawem, ale może właśnie tu zaczyna się przyzwolenie na nieobecność ojców – a, spierdal-jcie, my matki wiemy lepiej. (Ojców na świadczeniach przybywa. Jeden mówił, że chciałby się czasem wódki napić po męsku, ale dawni kumple nie chcą pić z takim, co siedzi przy dziecku)

Z egzekwowaniem władzy rodzicielskiej (czytaj: praw i obowiązków obojga rodziców) jest źle, więc po co to jeszcze wspierać w grupie wsparcia?

"Matkowanie" – mam wrażenie – jest też zabiegiem czysto marketingowym. Matki pod sejmem, matki na sejmowej podłodze, matki czekają na pomoc, matki walczą, wywalczyły, itp. A potem okazuje, że spora część tych matek funkcjonuje w pełnej rodzinie, ma mężów, którzy nie uciekli do Chin, jest rodzeństwo, które pomaga. A opis przypadku (np. w mediach) taki jakby sama była bieduleńka na świecie z tym swoim dzieciątkiem orzeczonym. Nie raz i nie dwa zszokowałam się niemal, jak jedna czy druga mama, znana mi czy z blogowania, czy z wypowiedzi dot. ON, okazała się być kobietą szczęśliwie zamężną, a ja latami, głupia, myślałam, że ona też sama.

Jak ja. (Ale dopiszę, że z alimentami na dziecko, teraz -- OK? sprawiedliwie?)

A dowiedziałam się raz o tym w dyskusji na temat rozpadania się rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym. "Nie, nie, one wcale się tak często nie rozpadają, nie dramatyzujmy" – mówi taka jedna, którą uważałam za samotną z wyjątkowo poważnie zaburzonym potomkiem i współczułam jej ogromnie. Zmarnowane współczucie… Mogłam komu innemu je dać.

Zabieg marketingowy? Ojca skrzętnie ukryć, o ojcu najlepiej -- cicho, sza. Niech współczują matce. Ojciec niech w szafie siedzi (jak już wróci z fabryki), dzieci to sprawy matek. Ta nachalna, czasem do obrzydliwości, "matkowa" retoryka pomaga lepiej wypaść w tych wszystkich walkach, w Polsce, pełnej stereotypów, dotyczących rodzicielstwa? Bardzo możliwe.

Oczywiście, że to głównie matki biorą, czy to świadczenie pielęgnacyjne, czy to w ogóle odpowiedzialność za dzieci -- to statystyka. To realia, fakty. Ale czy to takie fajne jest? Warte podtrzymywania?

Chciałabym, żeby prawo lepiej egzekwowało i prawa, i obowiązki obojga rodziców, żeby lepiej to rozumiano, ale wtedy trzeba mówić o rodzicach, o matkach i o ojcach. A czasem te matki z wielkim ego, to jakby się bały, żeby im korona z głowy spadnie (nawet, jak jest cierniowa), jakby miały stracić tożsamość.

Ale wiem, pamiętam, że tzw. „system” bardzo to wspiera, odcina kobiety od świata. Wtedy twoje 200% matki w matce wydaje się być mądrym wyborem. Mechanizmem obronnym, który działa i jeszcze podoba się wszystkim. A ty już się nie szarpiesz o sprawiedliwość, swoje prawa i takie tam. Jesteś matką.

 

A takie przezwisko – feministka, znacie?

Tylko jedno zdanie dopowiem: jak od feministek dostaniesz za darmo prawnika, psychologa, to zmienia ci się opcja. Bo nikt inny nawet nie zapytał. A jak ktoś uważa, że feministki są przeciwko facetom, promują antykobiece wzorce, to chyba upadł na głowę w XIX wieku.

A tak, tak. Dziś nie szukam równowagi, jak zwykle, dziś walę prosto z mostu. Bo mnie trzęsie. Jestem tylko człowiekiem, ale i rodzicem osoby zależnej, która dzięki mnie ma świetne życie i udowadnia to każdego dnia. Aż serce rośnie! O, matko – to ja mam serce?!...

Znów matki oberwały… Kobiety znaczy. Którym dowala się się już z każdej strony. Tym razem ode mnie.

Oj, sorry.

Nie, nie, to był żart. Jak któreś oberwały to te, co i tak kochają obrywać, dźwigać, cierpieć, i nie chcą się uwalić w pubie nawet raz w roku. Bo korona spadnie. Może jakąś większą rzecz o tym napiszę – to moje życie od poczęcia, to te geny kobiecego niezrealizowania, cierpienia, kalki, wzorce, kajdany, szubienice. Ale na dziś tyle. I, żeby ich nie było.

A jak ktoś mi powie, że jestem dzielna Matka Polka, odpowiem, robiąc zeza: a gdzie tam – japonka! Od tych klapków, co wrzynają się w stopę.

(jedna matka wymyśliła Japonkę, a klapki to już moje) Kocham matki. Są fantastyczne. Potrafią śmiać się w takim obłędzie.

 

Tyle się dzieje.

Tu apel do Prezydenta o nieskładanie podpisu pod tzw. ustawą „za życiem” (uczciwe przyznaję, kolaborowałam z „feministkami” i feministkami, które wzięły się do roboty, jak zwykle)

Dla równowagi wypowiedź Agnieszki Dudzińskiej w TVN24, że ustawa jest dobra, ale… i wypunktowanie najważniejszych braków w archaicznym (cytat) systemie wsparcia.

A tu bardziej o samej ustawie, jak zwykle w sedno Joanna Ławicka. 

poniedziałek, 07 listopada 2016, szczypta_chili

Polecane wpisy

  • Nju

    Przychodzą takie momenty, ze człowiek przypomina sobie -- ja bloga mam chyba, bloga pisałam... Mijają takie momenty... Przychodzi wieczór taki, że jakoś tak spa

  • Nie do pary

    Dzień był pouczający. Choć to chyba lekcja powtórkowa. Utrwalanie (zmęczonego) materiału. Rano Piotrek odmówił pójścia na zajęcia. Dziwne. Od dwóch tygodni chod

  • Bezsenność

    W piątek skończył się kolejny rok szkolny. Piotr nie zdał do następnej klasy. Hurra! Brak promocji cieszy niezmiernie. To ważniejsze od wyników i postępów. Będz