Blog > Komentarze do wpisu
Dziwny Księżyc

"Każdy rodzic powinien mieć możliwość wejścia do takiego pokoju gdzie można sobie pokrzyczeć.... Matka by skorzystała.... bo oddychanie do torebki nie pomaga... hmmm.... pełnia.... super pełnia.... jak ja nienawidzę faz księżyca" – pisze Matka Histeryczka od Artysty na fejsbukowej stronie.

Nie wiedziałam, że chodzi o Księżyc. Myślałam, że o autyzm. Jak da w kość. Automatycznie. Ale przecież „te autystyczne” to mają jakieś związki z klimatem. Tak nam się zdaje. W takie dni i wieczory rozrabiają i są dziwniejsze od Księżyca w pełni. No, tak jakby… Chronimy prywatność, ale czasem autyzm się rozbryka, rozbuja. Jednak.

Odpisuję Matce, że nie wiem, czy Księżyc winien, ale jakoś dziwnie jest też i ze mną.

„Prawda? Takie napięcie, jakby zaraz miało coś się wydarzyć... „za chwilę coś stanie się, w palcach znajomy czuję chłód", cytując Edytę Bartosiewicz – odpowiada Matka. Piosenka Edyty to „Wewnątrz”, och, jakże Edyta kojarzy się z melancholiami, księżycami różnymi.

 Świetnie to Matka ujmuje. Takie jakieś napięcie, jakby zaraz… Dodam – melancholijne napięcie jakieś takie.

 Matka słucha dziś Edyty. Cohena słuchamy teraz chyba wszyscy. Bardziej, częściej niż jeszcze tydzień temu, choć miłość trwa od lat. Właśnie skończyłam czytać książkę o Beksińskich. „Portret podwójny.” Mam ją od wydania, podczytywałam, teraz wreszcie przeczytałam strona po stronie. I w taki wieczór, jak dziś dobrnęłam do końca i pomyślałam o tym starszym – jaki on był bezbronny, całkowicie nieasertywny. Znów automatyczne skojarzenie…

Potrzebował dobrych ludzi. Nie trafił.

 Smutno, że ja pierdo...ę. Przecież jest dobrze. Poskładało się. Bez fajerwerków, ale w jakąś względną – ale dla mnie i tak uszczęśliwiającą – normalność. Takiej, w której mieszczą się różne tak zwane normalne rzeczy. Każdej po trochu. Żadnej deprechy. Młody rozkwita. Każdego dnia punktuje te swoje zajęcia i wyjścia do ludzi. Ma najlepszy czas, jaki pamiętam. Nadal! I przychodzi taki wieczór… I nawet już nie rozkładam rzeczywistości na czynniki pierwsze, że projektowa terapia do kwietnia, że szkoły tylko dwa lata jeszcze, że mąci się tam, gdzie powinno być gładko i czysto, że znów nie wyszło tam, gdzie nadzieje się zakorzeniły, że tyle ważnych rzeczy olałam, nie robię ich, ale i o nich nie myślę, że jestem zmęczona i nie jestem wieczna...

Po prostu widzę jakieś czerwone fatum przed którym nie da się uciec.

Nie ma żadnego pokoju, w którym można byłoby sobie pokrzyczeć.

Oddycham, otwierając balkon. Nie do torebki… Torebka jakoś dziwnie mi się skojarzyła.

Ktoś pewnie zapyta, czy wszystko u mnie w porządku, bo czytał ostatni wpis. Dobrze, dobrze, wszystko gra (hm, ale nie tak, jak w tym filmie Allena), po prostu mały splin, taki księżycowy. Niedzielny. W tygodniu ganiam, ogarniam, odhaczam. Nawet sporty uprawiam :) Nic mi nie jest. Soboty też raczej zajęte. W niedziele trochę odpływam. Nie mam siły na nic innego. I pogodziłam się z tym. No, a w niedzielę z tym Księżycem, to jeszcze wezmę i o tym odpływaniu napiszę… Wszystko u mnie OK. Sprawnie. Umysłowo też. Aż strach się przyznać… (Ktoś może powie, że nie rozumie o czym jest ten wpis. I po co to takie rzeczy pisać?!).

My a-rodzice, blogerzy i inne stwory, zamknięte w czterech ścianach, tak nie za bardzo z wyboru lubimy tak po nocach trochę popierdol..ć. O kulturze. O książkach, filmach, muzyce. O tym, co tam z czym nam się w zwojach kojarzy. (Ja robię wpis, oni pewnie dalej gadają o tych Beksińskich) Czasem w realu pijemy jakieś kawy czy tam coś procentowego (i po co to takie rzeczy pisać?!). To się zdarza. Ale za rzadko, gdy chyba każdy w tygodniu ma ten swój plan gonitwy, ciągnie tę nitkę po swoim labiryncie, by nie zabłądzić. Nadążam, nie nadążając. Dobrze, że mogę pisać. O książkach, filmach, muzyce...

A ten pierd..lony księżyc, co wisi na niebie jak ch..j (a po co to tak kląć na blogu?!), to jeb..ne czerwone fatum, blednie.

Jeszcze raz zrobię Edytowanie i pójdę spać. Już poniedziałek. Harmonogram rozpisany do soboty. Jest dobrze, dobrze, dobrze. Księżyca nie będzie widać. 

poniedziałek, 14 listopada 2016, szczypta_chili

Polecane wpisy

  • Trudne zachowania

    C iężkie czasy. P rzyszłość ? J aka? Jak pisać o trudnych zachowaniach, o mrocznych stronach, o tym, że autyzm (w rodzinie) potrafi wywołać bezradność, przypr

  • „Tylko w mojej głowie” (Pozdrawiając każdą panią Lovelace...)

    Dałam się wciągnąć od pierwszego rozdziału, od pierwszej strony w świat słów i myśli bohaterki powieści. Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł – z amkniętych

  • Czarnooo

    Oj, coś wypadałoby się napisać o tych czarnych sprawach. Grzeje się ostro, choć kolor niegorący. Szamoczą się myśli, ale czasu nie ma, życie jest gdzie indziej.

Komentarze
2016/11/14 08:19:13
uwielbiam Cię czytać Dorotko, wiesz? :) siedzisz w mojej głowie, czytasz takie same myśli i mówisz moimi słowami.
-
2016/11/14 23:35:32
Z wzajemnością i do zobaczenia, pogadania, kiedyś, wkrótce, kolejny raz :)