Blog > Komentarze do wpisu
Bezsenność

W piątek skończył się kolejny rok szkolny. Piotr nie zdał do następnej klasy.

Hurra!

Brak promocji cieszy niezmiernie. To ważniejsze od wyników i postępów.

Będzie powtarzał drugą klasę w 3-letniej Szkole Specjalnej Przysposabiającej do Pracy. Jeszcze dwa-trzy lata będzie tak sobie powtarzał, czyli po prostu chodził do szkoły, którą lubi. Fajna ta nasza szkoła, że tak mu na to pozwala i nie planuje pozbywać się go nim kończy 24 lata, bo tylko do tego czasu osoba z niepełnosprawnością intelektualną może pozostać w systemie edukacji.

Co potem?

Potem ziszczają się czarne scenariusze.

Najpierw ten o zamknięciu w domu ze starymi i zmęczonymi rodzicami (tu -- jednym, już nieźle zużytym, zużywającym się podwójnie). Najłagodniejszy. Po latach edukacji i inwestowania w człowieka, człowiek cofa się w rozwoju. Atmosfera w domu nerwowa, bo jego starzy nieraz już naprawdę ledwo dychają, jeśli przez te dwadzieścia minionych lat wyszarpywali diagnozy, terapie i takie tam. Ale przecież kochają i krzywdy nie zrobią. Co najwyżej nadal będą nadopiekuńczy… Lekki rodzinny dramacik. Ciężar się zwiększy, gdy starzy w końcu umrą z tej starości, albo po drodze do wieczności dostaną Alzhmeira, Parkinsona czy innej cholery, i nimi też trzeba będzie się zająć. A dziecko z orzeczeniem się nie zajmie ani nimi, ani sobą

Jego dalsze losy? Szpital psychiatryczny (a psychiatria bardzo u nas niedoinwestowana i jakoś nie słychać, by mieli inwestować). Albo Dom Pomocy Społecznej na krai mesta, pod lasem. W obu przywiązywanie pasami do łóżka, bicie, psychotropy. Takie słyszy się opowieści. Oj, nigdy więcej może już nie być wyjścia na lody, jak to ze starymi bywało, nawet, jak już ledwo leźli. Ani nawet do sklepu, choć miesiącami człowieka uczyli, jak kupować, płacić. Tłum ludzi, jakieś obrazki produkował, pokazywał, biorąc za to pieniądze. Raz to prywatne, raz państwowe, z kieszeni podatników wyjęte. I po co? No, i wyjść na basen już też nigdy pewnie nie będzie, nawet dla kogoś, kto może swoim IQ nie powala, ale nawet i ze cztery długości przepłynie, jak mu się chce.

Podobno wystarczy pół roku takiego uprzedmiotowienia, by osobnik wpadł w ciężką depresję, a potem już tylko schodził spokojnie, powoli, w psychicznych męczarniach, całymi latami… Bo taki autyzm na przykład chorobą nie jest i nie powoduje zejść jako taki. Tak, jak sam z siebie nie powoduje agresji, która wskazaniem jest głównym do psychotropów i pasów.

Szkoła nasza, przysposabiająca do pracy już teraz zaopatrzyła rodziców w listę warsztatów terapii zajęciowej i środowiskowych domów samopomocy, co naprawdę dobrze świadczy o tej placówce, dodajmy – niepublicznej.

W takich miejscach – jak słyszę od lat – ludzi intelektualnie nie takich przechowuje się kilka razy w tygodniu przez kilka godzin. Rysują kwiatki i zwierzątka, robią laurki na Dzień Matki. Podobno w niektórych miejscach robią też jakieś prawdziwe rzeczy. Mówią mi, żebym już dzwoniła, bo na miejsca się czeka. Nagadali mi też, że autystycznych tam nie lubią i mało gdzie biorą, bo to niegrzeczne dzieci. Za dużo się ruszają, łażą, skaczą, gęby drą, przeszkadzają. Po co komu kłopot? Szkoła i warsztaty zajęciowe mają sposobić do pracy, ale o czym mowa, jak nawet kumaci z orzeczeniami na rentach siedzą, bo nikt ich nie chce, ot, tak, po prostu – bo coś umieją, wiedzą, potrafią, mogą, chcą.

Gość ze zdjęcia kompletnie nie myśli o swojej przyszłości. Śpi spokojnie. Trochę zmęczony, ale zwykle zadowolony z kolejnego dnia, w którym wydarzyło się tyle fajnych rzeczy. A to szkolna wycieczka, a to zajęcia na które dociera się windą, a to wizyta w pani, która (coraz skuteczniej) uczy mówić. Wypad na pizzę, lody, albo na koncert do naszej Klubokawiarni, gdzie można też latać do baru i wymieniać kieszonkowe na ciacha, herbatę i inne smakołyki.

Hm, i tak może być jeszcze nawet przez trzy lata… Najwyższa pora pisać własny, jasny scenariusz.

Szczęśliwy człowiek z orzeczeniem śpi spokojnie. Jak śpi, kocham go najbardziej… Bo za dnia daje czasem w kość. No, dobra nie on, ale ten jego autyzm. Ma tę autystyczna energię :) Jak śpi (wraz z autyzmem), myślę – co dalej? Wakacyjne puzzle prawie ułożone. Kolejny rok szkolny już z grubsza zabezpieczony.

Ale dalej, dalej, dalej?… Co????

Ostatnio, jakby trochę gorzej sypiam…



NASI NAJBLIŻSI:

Nadzieja na wszechstronne wsparcie, udzielane uczniom szkoły, także po zakończeniu edukacji

Fundacja Pomocy Ludziom Niepełnosprawnym
Organizacja Pożytku Publicznego

nr konta: 11 1020 1156 0000 7102 0054 7919

tytułem: darowizna na cele Fundacji 

 

Klubokawiarnia „Życie jest fajne” – celem projektu sfinansowanie ośrodka dla poważniej zaburzonych osób ze spektrum autyzmu 

Fundacja „Ergo sum”

nr konta: 20 1950 0001 2006 0572 7999 0002

tytułem: projekt „Klubokawiarnia Życie jest fajne"


Darowizny na rzecz Piotra na indywidualne subkonto

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"

nr konta 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615

tytułem:
6771 Próchniewicz Piotr Jakub darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

poniedziałek, 27 czerwca 2016, szczypta_chili

Polecane wpisy

  • Trudne zachowania

    C iężkie czasy. P rzyszłość ? J aka? Jak pisać o trudnych zachowaniach, o mrocznych stronach, o tym, że autyzm (w rodzinie) potrafi wywołać bezradność, przypr

  • „Tylko w mojej głowie” (Pozdrawiając każdą panią Lovelace...)

    Dałam się wciągnąć od pierwszego rozdziału, od pierwszej strony w świat słów i myśli bohaterki powieści. Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł – z amkniętych

  • Dla całego życia

    A gdyby tak znów zacząć pisać bloga? Tematy się jednak nie wyczerpały. Właśnie się zorientowałam, że o tym pisałam tu już z 5 lat temu... To "szaleństwo" jest

Komentarze
2016/06/27 10:31:53
Wszystko co piszesz, każde słowo, to również moja rzeczywistość. Przestałam pisać swojego bloga bo każda jedna notka wyglądałaby podobnie , nie miałam już siły by się z tym dalej publicznie mierzyć. Teraz jednak, czytając Twoje wpisy widzę, ze bardzo taki głos jest potrzebny, choćby po to by podnosić świadomość u tych którzy być może zechcą pomóc...
My już niestety zaliczyliśmy ostatnią bazę, Justyna skończyła edukację. Lata temu popełniam błąd słuchając nie tych głosów doradczych co trzeba. "Świetnie sobie radzi, dobrze rokuje, ma potencjał, nie ma sensu odraczać!" No to teraz mam. Nie odroczone, wyedukowane, 19 letnie duże dziecko siedzące w domu, i na moich oczach cofające się społecznie i emocjonalnie. Wystarczyły dwa miesiące by regres był widoczny. I nie napisze już nic więcej bo własne emocje rozpieprzające mnie na milion kawałków nie pozwalają. Oraz nie pozwala kiwające się nad głową znudzone i niespokojne Dorosłe Dziecko. Trzymaj się mocno Dorota.... Wiem, ze to tylko słowa ale trzymaj się bo nic innego nam nie zostaje. Łącze się w bezsenności :(
-
2016/06/27 10:46:47
Agnieszka, kochana... Tęsknię za Twoim blogiem, ale Twoją książkę to niemal przy sobie noszę. Nie tylko ja. To klasyka. Lektura obowiązkowa.
-
2016/06/27 18:19:39
Tak sobie właśnie myślę, że (jakie to proste w swojej prostocie, jak to się stało, że nikt na to jeszcze nie wpadł???) dla tych dużych dzieci-nie-dzieci, szkoła powinna być po wsze czasy, a od pewnego momentu (śmierci czy innego Alzheimera) szkoła z internatem... i nic więcej, dalej wycieczki, ciągłe doskonalenie mowy, sport, koledzy i koleżanki z podobnymi problemami. Przecież inaczej to jest znęcanie się nad najsłabszymi, nikt tego nie widzi??