Blog > Komentarze do wpisu
1 procent dla Piotra (4) -- wstyd?

Zaniedbałam trochę ten zaplanowany cykl.

Chciałam o tym pisać, żeby jakoś uzasadnić proszenie o pieniądze, żeby wyjaśnić, wytłumaczyć, dlaczego to robimy, nie tylko my z Piotrem, ale my -- rodzice dzieci niepełnosprawnych.

Tak to sobie wymyśliłam, żeby mi było łatwiej.

Konto mamy dopiero od 5 lat -- choć diagnozę od 15, ale wcześniej wydawało mi się, że jakoś nie wypada, bo przecież nie jesteśmy biedni. No, to teraz już właściwie jesteśmy. Z roku na rok biedniejsi. To jest 5 raz, jak zbieram 1%. Wiem, że są osoby, które stale wpłacają i mogę na nie liczyć, nawet bez przypominania. Część się wykrusza, gdy np. wśród ich bliskich pojawia się chore dziecko. Przecież tych dzieci przybywa, a nie dzieje się nic, co by pozwalało finansować terapię, leczenie, potrzebne pomoce. Pozostaje 1%. Dar. Łaska państwa, które nas nie widzi. Ale przede wszystkim własna praca i staranie, by zebrać te pieniądze, bo same nie wskoczą. Jest sporo chętnych.

Znajomy, który ma dar celnych spostrzeżeń, napisał niedawno:
Gdy chodzi się po stronach ludzi, którzy potrzebują tych pieniędzy dla siebie/zdrowie albo dla dzieci, to ta informacja jest gdzieś tam z boku na pasku. Widoczna, ale stara się być nienachalna.
Ale jak czasem trafiam, że ktoś zbiera na schronisko dla zwierząt, zdychającego konia itp, to jest to bardzo widoczne.

Nie życzę koniowi źle (znajomy pewnie też nie). Ale chodzi o jakieś odwrócenie proporcji, o niezrozumiały w takim kontekście wstyd.

Bo czego mamy się wstydzić, prosząc o pieniądze?

Chcemy leczyć swoje dzieci, często wręcz je ratować, a to chyba dobrze, prawda? Tu nie Sparta, tu się mówi o wartości ludzkiego życia. Z naciskiem na mówi. 

Większości z tych dzieci państwo nie zapewnia bezpłatnej terapii, trzeba ją opłacić z własnych środków. Jeśli państwo coś dokłada, to jakiś mikroprocent wszystkich potrzeb. Nam akurat państwo dokłada do konia, do hipoterapii. Więc sami widzicie, że konie lubimy. Pół godziny raz w tygodniu. I nigdy nie wiemy, kiedy będzie kolejna przerwa w zajęciach, bo państwo utnie, nie przeleje, minister finansów nie podpisze. Ja  wciąż podpisuję jakieś papiery, że tylko ten koń, że w innym ośrodku nie wyciągnęliśmy od państwa kasy np. na pół godziny z psem (dogoterapia), bo nie wolno.  

Terapia jest droga.

Czego tu się wstydzić?

Przecież to nie my odpowiadamy za ten syf!

Miało być krócej, ale przypomniała mi się dyskusja na temat zbierania 1% na stronie u znajomej. Rodzice pisali mniej więcej to samo, co ja tutaj, nie-rodzice wyrażali zrozumienie. I jedna dziewczyna napisała coś takiego, że rozumie rodziców i im współczuje, ale trzeba też pamiętać o cierpiących zwierzętach, i że trudno wybrać.

No, tak...

Niech każdy wpłaca na co chce. Musu nie ma.

Ale czemu stajemy w jednej linii ze zwierzętami?

Czemu znów współczucie, a nie głos, że coś tu nie gra! Ludzie wciąż myślą, że dziecko dysfunkcyjne to nieszczęście. Nieprawda. Nieszczęściem jest brak systemu wsparcia i stawianie nas w sytuacji, gdy musimy rywalizować o 1% z końmi.

Wiem, że znajomi udostępniają mój apel o 1%, choć wprost o to nie proszę. Wstydzę się tak wprost... Raz poprosiłam jedną koleżanką, która ma ponad 1000 znajomych. Odmówiła grzecznie, ale dała mi mnóstwo dobrych rad (jest psychologiem), jak mam sobie w życiu radzić. Co się zaloguję na FB, to widzę listę zdjęć psów i kotów u tej koleżanki, wrzuca ich po kilkanaście dziennie: chudych, poharatanych, bez ucha, oka i pisze: pomóż, ratuj, zaopiekuj się. 

Ileż osób wsiadłoby na mnie, gdyby oświadczyła publicznie: skreślam ze znajomych tę koleżankę, bo już boję się zalogować na FB; oby zwierzaki znalazły dom, ale moja wrażliwość już tego nie zniesie.

I już mam temat na kolejny wpis z cyklu: branie na litość. 

Tyle o wstydzie. Podsumowując: dotyczy on najwyraźniej ludzi, którzy nigdy by się nie spodziewali, że będą prosić o pomoc finansową, że nie zarobią na dziecko, będą rywalizować o pieniądze z koniem...

Więcej o zbieraniu na subkonta tutaj:

http://autystyczni.blox.pl/2012/11/Profesjonalisci.html

 

Tu prośba o pomoc dla ekko:

  http://autystyczni.blox.pl/2013/03/Wezwanie.html

Chyba też przełamała wstyd.



Poniżej skan, jak wypełnić PIT z 1% dla Piotra. Cóż, pokonuję wstyd, bo bez kasy skończy się cała ta terapia:


 

 

poniedziałek, 04 marca 2013, szczypta_chili

Polecane wpisy

Komentarze
2013/03/04 13:01:07
powodzenia!
-
2013/03/04 13:46:58
i tak jest postęp... na początku nie wyobrażałem sobie, że mógłbym apel napisać... że niby ja będę prosił o 1% podatku? a teraz już jakoś piszę....
-
2013/03/04 15:15:03
Ale czemu stajemy w jednej linii ze zwierzętami?

Czemu się tam ustawiasz? Oprócz ludzi (w tym dzieci) w potrzebie, OPP to nie tylko zwierzaki, to także (m.in.) kluby sportowe, OSP, edukacja, kultura, a nawet izba gospodarcza.
1% to nie jest łatanie systemu, a przynajmniej nie powinno być.

Inna rzecz, że rozumiem - bo wybieram Zdążyć z pomocą, wcześniej ZHDD, bo tam są potrzebujące dzieci bliskich mi osób.
-
2013/03/04 15:38:44
Ktokolwiek by to nie był, to nie ma znaczenia. Oczywiście, to zupełnie OK, że możesz swój 1% przeznaczyć na wybrany cel.
Nienormalna jest natomiast sytuacja, w której leczenie twego dziecka -- często w 100% -- zależy od tego, ile uzbierasz z 1% podatku innych ludzi.
-
2013/03/05 14:30:50
Nienormalna jest natomiast sytuacja, w której leczenie twego dziecka -- często w 100% -- zależy od tego, ile uzbierasz z 1% podatku innych ludzi.

I z tym nie sposób dyskutować - to jest nienormalne i niejako zaprzecza idei 1%, przynajmniej jak dla mnie. Trzymam kciuki - nie tylko za 1%!
-
2013/03/05 14:46:50
Coraz więcej osób przygląda się tej idei, zwłaszcza po tej okropnej historii KidProject. Strasznie, ale strasznie boję się, że nie zreformują, ale po prostu zabiorą. A praktycznie tylko to mamy -- niepewne 1%, które trzeba samemu zebrać.
-
2013/03/15 23:08:26
1% zawsze oddaję dzieciom. Za każdym razem jest bardzo ciężko wybrać. Mam nadzieję, że nie zlikwidują 1%... Nawet jeśli były jakiś nadużycia, to na pewno mniejsze niż te które robią politycy.